Z życia wzięte - Strona 601
"Było nas trzech: ja, brat i tata, który wychowywał nas zupełnie sam. Choć zawsze brakowało w domu damskiej ręki, tata wychował nas na całkiem przyzwoitych ludzi. Wartości, którymi się kierował, zaszczepił i we mnie i w Grześku. Po śmierci taty czułem, że mój świat runął. Pogrzeb był dla mnie koszmarem. Najtrudniejszy był jeden moment, do dziś drżę na samo wspomnienie tego, co zrobił mój brat!"
Czw. 10 sierpnia
"Związałam się z Błażejem i czułam, że między nami może być naprawdę fajnie i każdego dnia mój chłopak próbował przekonać mnie, że najlepiej byłoby, abyśmy zamieszkali razem i sprawdzili czy do siebie pasujemy. Nie za długo nad tym myślałam i już po trzech tygodniach mieszkaliśmy u niego w mieszkaniu".
Czw. 10 sierpnia
"Moje małżeństwo układało się całkiem dobrze... Byłam spełniona jako żona i matka. Czułam się szczęśliwa, choć cieniem kładły się na tym szczęściu gorsze okresy i drobne spięcia między nami. Ale wydawało mi się, że to proza życia, która każdego dotyka... Za ideałem nie goniłam. Nie miałam na co narzekać, bo mój mąż był troskliwy, wierny, a zupa nigdy nie była za słona. Poza tym, że zajmowałam się domem i dzieckiem, miałam też własne pasje i zarobki. W moim życiu wszystko było na swoim miejscu, dopóki pewnego razu przy towarzyskiej rozmowie nie usłyszałam jednego pytania..."
Czw. 10 sierpnia
"Ja wiem, że może moja żona nie jest boginią piękności, ale zawsze mi się wydawało, że po prostu jest taka średnia, normalna. Nie za ładna, nie za brzydka, tylko akurat. A jednak chyba nie miałem racji. Gdy koledzy zobaczyli moją żonę, aż się skrzywili. To jednak nie wszystko..."
Czw. 10 sierpnia
"Moja mamusia jest dla mnie bardzo ważna. Nie wyobrażam sobie, jak mógłbym nazwać ją matką czy choćby po prostu mamą, jak robią to moi koledzy. Dla mnie to zdrobnienie to już duży wyraz miłości i nie wstydzę się jej tak nazywać przy ludziach. Wiem, że ona chce dla mnie dobrze. Zna mnie jak nikt inny na tym świecie. Ale ja jestem już po trzydziestce. To naprawdę ten czas, gdy chciałbym się wyprowadzić z domu, zamieszkać z jakąś kobietą, z którą z czasem stworzyłbym rodzinę. Ale mojej mamusi nie pasuje żadna moja partnerka. Mam wrażenie, że przez to już zawsze będę sam".
Czw. 10 sierpnia
„Po jakichś 15 latach od skończenia szkoły wpadliśmy na siebie gdzieś w mieście. Od słowa do słowa zgadaliśmy się, że jesteśmy singlami i ani moje, ani jego życie pod tym względem wcale się jakoś nie ułożyło. Jako że wypadała pora obiadowa, a burczenie w naszych brzuchach coraz głośniej zakłócało tok naszej rozmowy, stwierdziliśmy, że pójdziemy razem coś zjeść”.
Czw. 10 sierpnia
"Jest mi tak zwyczajnie, po ludzku przykro. Moja młodsza siostra zawsze była tą osobą w rodzinie, której należało się więcej i która mogła więcej. Ja zaczęłam wychodzić z domu sama pewnie dopiero po podstawówce. Ona chodziła na nocki do koleżanek dużo wcześniej. Choć ja wiem, że spotykała się już wtedy z chłopakami, a nie z koleżankami. Wszystko zawsze uchodziło jej płazem, a kiedy nabroiła coś konkretnie, a można było zwalić winę na mnie, to nikt nawet nie zastanawiał się, czy to prawda. Ja stałam się kozłem ofiarnym i to mnie wytykano palcami. Ja musiałam pracować od najmłodszych lat, żeby mieć jakiekolwiek swoje pieniądze, bo nigdy nie dostałam od rodziców złamanego grosza, a ona miała kasy pod dostatkiem. Teraz gdy jesteśmy już dorosłe, też nic się nie zmieniło".
Czw. 10 sierpnia
"Córka obiecywała mi już od kilku miesięcy, że zabierze mnie na wakacje. Odliczałam dni do sierpnia, bo na co dzień siedzę sama jak palec. Bardzo cieszyłam się na ten wspólnie spędzony czas. Niestety, teraz wyjechała z mężem i dziećmi, a do mnie zadzwoniła z drogi. Jestem załamana".
Czw. 10 sierpnia
"Mam prawie 70 lat i moje zdrowie powoli zaczyna się sypać. Urodziłam i wychowałam dwie córki i syna i mam to szczęście, że żadne z nich o mnie teraz nie zapomina. Odwiedzają mnie regularnie, w miarę swoich możliwości, a ja mam świetny kontakt również z ich wnukami. Jest mi coraz trudniej radzić sobie w pojedynkę, z różnych względów i syn dawno to zauważył. Dostałam z jego strony pewną propozycję, ale ja podjęłam decyzję, że wolę iść do domu starców, niż obciążać moje dzieci opieką nade mną. Nie chciałabym, żeby kiedykolwiek pomyślały o mnie, że jestem dla nich problemem. To by była dla mnie porażka wychowawcza".
Czw. 10 sierpnia
"Kiedyś nie wierzyłam w te wszystkie powiedzonka, że życie zaczyna się po pięćdziesiątce. Jestem jednak żywym przykładem na to, że tak jest. Niedawno odważyłam się wziąć rozwód i w końcu odnalazłam szczęście. Jako singielka mogę robić to, o czym zawsze marzyłam. Żałuję, że nie podjęłam tej decyzji wcześniej".
Czw. 10 sierpnia