"Ja wiem, że może moja żona nie jest boginią piękności, ale zawsze mi się wydawało, że po prostu jest taka średnia, normalna. Nie za ładna, nie za brzydka, tylko akurat. A jednak chyba nie miałem racji. Gdy koledzy zobaczyli moją żonę, aż się skrzywili. To jednak nie wszystko..."
*Publikujemy list naszego czytelnika.
Moja żona jest moją bratnią duszą
Moją żonę poznałem przypadkiem. Moja siostra spotykała się z takim typem i ten typ miał siostrę i koleżanką tej siostry była kiedyś na imprezie, na której ja też byłem. Na początku nie zwróciłem na nią uwagi, ale tak sobie rozmawialiśmy i od słowa do słowa okazało się, że łączy nas bardzo dużo. Ja i Marlena świetnie dogadywaliśmy się na wiele różnych tematów.
Potem umówiliśmy się na jedną, drugą, trzecią randką i za każdym razem coraz bardziej się do siebie zbliżaliśmy. Wreszcie to wszystko zakończyło się na ślubnym kobiercu.
Muszę przyznać, że wreszcie byłem szczęśliwy, bo udało mi się znaleźć swoją bratnią duszę, z którą doskonale się dogadywałem i która w pełni mnie zaakceptowała. Tą właśnie osobą była Marlena. Nie była co prawda najpiękniejsza, ale miała dobre serce i na tym mi zależało. Po ślubie zamieszkaliśmy razem i naprawdę wcale się nie kłóciliśmy. Tworzyliśmy małżeństwo idealne — do czasu.

Moi koledzy nie mogli nawet patrzeć na moją żonę
Moja żona zawsze preferowała sportowy strój i raczej nie lubiła się ładnie ubierać. Nawet to rozumiałem, każdy lubi co innego, ale no właśnie zawsze jest jakieś, ale...
Całkiem niedawno zmieniłem pracę i właśnie mieliśmy pierwszą imprezę w firmie. Włożyłem swój najlepszy garnitur, a żona włożyła sukienkę. Bankiet odbywał się w jednym z najbardziej ekskluzywnych hoteli w Warszawie i nie miałem pojęcia, czego się spodziewać.
Niestety, ten wieczór zdecydowanie nie mogę zaliczyć do udanych. Wszyscy mężczyźni przyszli ze swoimi kobietami, a każda z nich wystroiła się jak "Bijonse". Podeszliśmy do tego całego towarzystwa, a ja bardzo zawstydzony przedstawiłem im swoją żonę.
Widziałem, że oni nie mogą uwierzyć, że taka kobieta jest moją żoną i aż odwrócili wzrok w drugą stronę. Wstydziłem, że Marlena nie może konkurować z tymi wszystkimi pięknymi kobietami, ale no co ja miałem zrobić.
Cała impreza była do bani, bo non stop czułem się taki gorszy niż moim koledzy. Jakby tego jeszcze mało było, to pod koniec imprezy, jak akurat byłem sam, podszedł do mnie Jacek — taki mój kolega. No i on poklepał mnie po ramieniu, mówiąc, że fajny jestem facet, tylko szkoda, że mam taką "słabą" żonę. Na zakończenie stwierdził, że stać mnie na kogoś lepszego.
To wszystko dało mi do myślenia. Jak myślicie? Powinienem zostawić swoją żonę, bo jest za mało urodzajna? Proszę o radę.
Krzysiek