"Związałam się z Błażejem i czułam, że między nami może być naprawdę fajnie i każdego dnia mój chłopak próbował przekonać mnie, że najlepiej byłoby, abyśmy zamieszkali razem i sprawdzili czy do siebie pasujemy. Nie za długo nad tym myślałam i już po trzech tygodniach mieszkaliśmy u niego w mieszkaniu".
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Gdzie ci faceci?
Na początku wszystko było jak z bajki i myślałam, że w końcu spotkałam swojego księcia. Dosłownie czytał mi w myślach, a ja czułam, że mogę mu wszystko powiedzieć. Godzinami rozmawialiśmy i nie było tematu, którego nie mogłabym z nim poruszyć. Chciałam mu wszystko mówić, bo czułam, że po prostu mogę to zrobić.
Do pierwszej kłótni między nami doszło dość niespodziewanie na zakupach, gdy Błażej chciał kupić ogórki konserwowe, a ja miałam ochotę na kiszone. Zaczął mi wmawiać, że do kiełbasek z grilla nie pasują te warzywa, które ja wybrałam i żebym NIE UDAWAŁA MĄDRZEJSZEJ NIŻ JESTEM. To był pierwszy raz, gdy coś takiego od niego usłyszałam i byłam zażenowana i wręcz zawstydzona. Uznałam, że po prostu mu się coś takiego zdarzyło i że nigdy się to nie powtórzy. No cóż... Powtarzało się i to regularnie.

Po co on jest w związku?
Nie wiem, jak można być z kimś w poważnym związku, planować z kimś przyszłość, a wyzywać go w ten sposób od najgorszych. Nie mieści mi się to w głowie i aż wstydzę się o tym mówić komukolwiek, bo zwyczajnie mi głupio. Potrafi zrównać mnie z ziemią, sugerować, że robię to i owo za pieniądze, a następnego dnia kupować mi kwiaty i komplementować mnie. Jestem tym przerażona, bo to sprawia, że nie wiem na czym stoję i nie wiem, który Błażej jest tym prawdziwym. Ja chcę z nim być, ale nie wiem, czy powinnam po czymś takim, co mi serwuje. Ile można słuchać, że się jest najgorszą na świecie?
Chciałabym mieć w sobie więcej odwagi, żeby odejść, ale na razie kompletnie jej nie mam. Jestem zmęczona tym, że z Błażejem nie można niczego zaplanować. Rano mówi, że mnie kocha, a wieczorem mnie wyzywa, wychodzi do klubu, a rano przeprasza i prosi o wybaczenie i tak praktycznie co dwa tygodnie. Ja już zdążyłam się do tego przyzwyczaić, a wydaje mi się, że to nie powinno być dla mnie normą, a czymś, czego powinnam wręcz unikać... Nie wiem, co mam zrobić i jak to wszystko zakończyć.
Justyna ze Szczecina