Koleżanka zapytała czytelniczkę, po co jej mąż, który mało angażuje się w dom; ta zaczęła się nad tym zastanawiać

Koleżanka zapytała czytelniczkę, po co jej mąż, który mało angażuje się w dom; ta zaczęła się nad tym zastanawiać

Koleżanka zapytała czytelniczkę, po co jej mąż, który mało angażuje się w dom; ta zaczęła się nad tym zastanawiać

canva.com

"Moje małżeństwo układało się całkiem dobrze... Byłam spełniona jako żona i matka. Czułam się szczęśliwa, choć cieniem kładły się na tym szczęściu gorsze okresy i drobne spięcia między nami. Ale wydawało mi się, że to proza życia, która każdego dotyka... Za ideałem nie goniłam. Nie miałam na co narzekać, bo mój mąż był troskliwy, wierny, a zupa nigdy nie była za słona. Poza tym, że zajmowałam się domem i dzieckiem, miałam też własne pasje i zarobki. W moim życiu wszystko było na swoim miejscu, dopóki pewnego razu przy towarzyskiej rozmowie nie usłyszałam jednego pytania..."

Reklama

*Publikujemy list naszej czytelniczki.

Czułam się szczęśliwa w małżeństwie, choć nie było idealne

Ja i Bartek jesteśmy małżeństwem od 6 lat. Mamy czteroletniego syna. Mój mąż jest całkiem w porządku... Przez lata wydawało mi się, że byłam spełniona w roli żony i mamy. Zwłaszcza macierzyństwo dało mi dużo dobrego.

Reklama

Ogólnie czułam się szczęśliwą osobą, lecz czasami zdarzały nam się gorsze okresy, kłótnie z mężem... On wielu rzeczy nie rozumiał i miał swoje nienaruszalne zdanie, dlatego nauczyłam się nawet nie zaczynać dyskusji, żeby nie tracić energii na próżno.

Uznałam, że to normalne, zwykła proza życia, od której nikt nie ucieknie... Nie szukałam przecież mężczyzny idealnego.

Reklama

I w sumie, na co tu narzekać? Bartek był OK - troszczył się o mnie i był mi wierny. Zupa też nigdy nie była za słona. Zachowywał się wobec nas normalnie, choć mało angażował w życie rodziny i sprawy domowe. Więcej w pracę.

Reklama

Choć, szczerze mówiąc, czasem miałam wrażenie, że mam w domu dwoje dzieci - czterolatka i nastolatka, bo brakowało mu tego zmysłu dorosłej, samodzielnej osoby, której np. nie trzeba przypominać, żeby w ramach ludzkiej przyzwoitości wypada odstawić po sobie naczynia do zlewu albo wrzucić do kosza na pranie brudne skarpetki. A mi brakowało kompetentnego partnera.

Reklama

Jak z tego wynika, naszym synem i domem zajmowałam się głównie ja. Chciałam też mieć własne pieniądze, więc znalazłam sobie pracę zdalną.

Reklama

Tak sobie żyliśmy dość zwyczajnie, bez fajerwerków... I żylibyśmy tak dalej, gdyby nie pytanie, jakie zadała mi koleżanka...

Canva

Poszłam na spotkanie z koleżankami. Usłyszałam pytanie, które dało mi do myślenia

Wszystko układało się normalnie, aż pewnego razu umówiłam się z koleżankami na spotkanie towarzyskie. Nie pierwszy raz zresztą. Siedziałyśmy w barze i plotkowałyśmy o wszystkim. W końcu temat zszedł na mężczyzn.

Każda z nas była na różnym etapie związków damsko-męskich i miała inne doświadczenia. Jedna z nich właśnie rozstała się z partnerem i zaczynała życie w pojedynkę po 8 latach razem.

Inna realizowała się w macierzyństwie, czekała na trzecie dziecko i była bardzo szczęśliwa z człowiekiem, który w domu zachowywał się jak pełnoprawny domownik, nie jak lokator. Interesował się też dziećmi i doskonale wiedział, co gdzie jest i jak nastawić pralkę. Był kompetentnym rodzicem, a gdy jej w domu nie było na dłużej, on bez żadnych tłumaczeń i wytycznych przejmował pałeczkę.

Ja zaczęłam opowiadać, jak to wygląda u nas... Życiowe kompetencje mojego współlokatora nie sięgały aż tak szeroko. Pochwaliłam się też sukcesami w pracy.

Wtedy jedna z moich koleżanek z głupia frant zapytała:

Skoro tak, to po co ci w ogóle ten facet? Jest Ci do czegoś potrzebny?

To dało mi do myślenia... Czy ja w ogóle potrzebuję Bartka? Czy osoba, która nie daje z siebie zbyt wiele na co dzień, tylko to, co musi (głównie pracę), jest warta poświęcenia mojego życia? Nie wiem... Ale mam wrażenie, że bez niego poradzę sobie tak samo dobrze...

H.J.

Źródło: instagram.com/r_majdan
Reklama
Reklama