Z życia wzięte - Strona 202
"Formalnie działka była żony, ale dom postawiony w większości za moje. Podarowałem jej na ten cel kilkaset tysięcy, budowa trwała dwa lata, a kiedy ukończyliśmy i mieliśmy się wprowadzać, Iza nagle oświadczyła, że zmieniła zdanie. Chce się ze mną rozwieść, a dom sprzedać. Mój świat legł w gruzach. Perspektywa rozwodu mnie przerażała, ale o dom byłem spokojny, bo przecież podpisałem intercyzę".
Pon. 20 maja
"Moja żona, Marzena, postanowiła przejść na dietę. Nie mam nic przeciwko, bo ostatnio rzeczywiście trochę więcej jej się zrobiło, a wakacje nadchodzą wielkimi krokami. Jednak sposób, w jaki realizuje swoje postanowienia, staje się dla mnie coraz bardziej uciążliwy. Nie chce już gotować normalnych obiadów, tylko wydziwia z sałatkami, smoothie i innymi fanaberiami, które nie zaspokajają ciężko pracującego mężczyzny. Przecież ja potrzebuję solidnego posiłku".
Pon. 20 maja
"Po rozwodzie po równo podzieliliśmy się opieką nad dziećmi. Tydzień u mamy, tydzień u taty. Wakacje również dzielimy pół na pół. Podczas gdy ja funduję im ekskluzywne wczasy za granicą, mój były mąż zabiera je do babci nad jezioro. A tyle słyszy się o tym, że w takiej sytuacji powinno dążyć się do zapewnienia jednolitości w podejściu do wychowania dzieci".
Pon. 20 maja
"Nie chciałem na emeryturze gnuśnieć w fotelu przed telewizorem. Żona proponowała, byśmy kupili działkę, ale nie widziałem siebie w roli działkowicza pielęgnującego grządki. Co innego podróże! Kiedyś przypadkiem poznałem 75-latka, który parę lat wcześniej kupił sobie starego kampera. Znalazł kontakt do podobnych sobie pasjonatów i od tamtej pory razem jeżdżą po różnych krajach, zwiedzają i świetnie się bawią. Słuchałem z zapartym tchem. Przyłączyłem się do nich i dopiero teraz czuję, że żyję".
Pon. 20 maja
"Uważam, że wesele to nie jest odpowiednie miejsce dla dzieci. Prawda jest taka, że one są nieprzewidywalne i mogą zepsuć najwspanialszą uroczystość. Moim zdaniem, goście powinni to zrozumieć i po prostu przyjść bez dzieci. Myślałam, że mam do czynienia z dorosłymi ludźmi, którzy są w stanie przyjąć takie informacje do wiadomości. Nic z tych rzeczy. Kiedy wręczamy zaproszenia rodzinie, oni się oburzają i nie są w stanie się dostosować. Mało tego, już dostaliśmy kilka odmów przyjścia, inni wciąż rozmyślają".
Pon. 20 maja
"Kiedy otrzymaliśmy zaproszenie na ślub kuzynki, było w nim ujęte nasze dziecko. Bardzo się ucieszyłam, bo Natalka uwielbia takie imprezy. Nie sądziłam jednak, że nie otrzyma własnego krzesła przy stole. Jak tak można? Przecież czterolatka już jest duża i ma spory apetyt. Skończyło się na tym, że zjadła cały mój rosół i ciągle siedziała na moich kolanach. W kopertę włożyliśmy odpowiednią sumę, gdybym wiedziała, że tak będzie, na pewno dałabym niej kasy".
Pon. 20 maja
"To jest aż niemożliwe. Syn nie chorował od dobrych dwóch lat i nie spodziewałam się, że może się pochorować akurat teraz, a on przyszedł do mnie w nocy z bolącym gardłem i wyznał, że nie może nawet przełknąć śliny. Oczywiście od razu pojechaliśmy skorzystać z opieki nocnej i świątecznej no i okazało się, że powinien zostać w łóżku. Ale on jutro ma wycieczkę. I szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy jednak go nie puścić. Kosztowała kilka stówek i to kilka dni, a na pewno kasy nam nikt nie odda nawet w części".
Pon. 20 maja
"Różne słowa już słyszałam na swój temat ze względu na całą tę sytuację. Oczywiście większość negatywnych, no bo jak tak można, słać dziecko do komunii, skoro się do kościoła nie chodzi. My nie chodzimy, ale też nie chciałam, żeby ludzie gadali, że młoda nie poszła z resztą klasy. No to ją puściłam. Ale jej prezenty komunijne mocno mnie rozczarowały, bo dostała między innymi medalik i biblię. No słabe to".
Pon. 20 maja
"Nie ukrywam, że byłam zaskoczona, że mój syn Paweł ma już 30 lat na karku, a nadal sam. W jego wieku to ja już dwoje dzieci odchowywałam, a on ciągle nic. Ucieszyłam się więc, gdy powiedział mi, że znalazł dziewczynę. Cieszyłam się i wyobrażałam ją sobie jako prawicową, religijną blondynkę. Ostatnio syn przyprowadził dziewczynę do domu. Gdy ją zobaczyłam, byłam w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to, jak ta dziewczyna wygląda. To więcej niż straszne. Nie tego się spodziewałam..."
Pon. 20 maja
"Minęło od tego czasu kilka miesięcy, a ja wciąż rozpamiętuję sytuację. Zdarza mi się nawet od czasu do czasu myśleć o tej kobiecie, zastanawiając się, jak sobie teraz radzi. Jednak robię to z trudem, bo wstyd dalej mi nie minął i coś czuję, że szybko to nie nastąpi. Nigdy nikomu nie opowiedziałem mojej historii, ale czuję, że muszę zrobić to teraz. Aby inni nauczyli się na moich błędach i nie oceniali zbyt pochopnie".
Pon. 20 maja