Z życia wzięte - Strona 39
"'Nie, bo ja się na tym nie znam, poza tym gotowanie to przecież twoja działka' – usłyszałam od Michała, kiedy poprosiłam go o pomoc w przygotowaniu kolacji. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem, że facet, który codziennie używa technologii, rozwiązuje trudne problemy w pracy i ogarnia wszystko wokół, nie potrafi obrać ziemniaków. Słyszę wymówki, że 'to nie jego rola' już od lat. I coraz częściej zastanawiam się, czy w naszym domu przypadkiem nie utknęliśmy w poprzedniej epoce. W XXI wieku, kiedy wszyscy mówią o równouprawnieniu, wciąż muszę walczyć z przekonaniem, że kuchnia to ‘babskie zajęcie’”.
Pt. 22 listopada
"'Naprawdę nie zapisujesz Niny na żadne zajęcia? Przecież teraz dzieci muszą rozwijać się we wszystkim! Bez dodatkowych lekcji to ona zostanie w tyle' – powiedziała mi ostatnio znajoma. W środku aż się zagotowałam, ale tylko się uśmiechnęłam. Wygląda, jakby bycie dzieckiem oznaczało dziś grafik wypełniony jak u dorosłego. Moja córka ma czas na hulajnogę, kredki i leżenie na trawie. I nie jest to powód do wstydu".
Pt. 22 listopada
"Mam narzeczonego, Michał ma na imię. Fajny gość, przystojny, no i co tu dużo gadać – bogaty. Nie ukrywam, że to był jeden z powodów, dla których w ogóle z nim zaczęłam być. No bo przecież nie po to się szuka kogoś na całe życie, żeby potem żyć od pierwszego do pierwszego. A on mi teraz pracy każe szukać. No nie po to przecież znalazłam sobie bogatego faceta, żeby teraz do roboty iść. Ładna i zadbana jestem, więc niech się cieszy i podziwia".
Czw. 21 listopada
"'No wiesz, z chłopcem to masz łatwiej. Dziewczynki to inna bajka – drama od małego, ciągłe fochy, emocje na krawędzi. A chłopaki - trochę pobiegają, coś zepsują i po sprawie' – usłyszałam ostatnio od znajomej podczas spotkania przy kawie. Uśmiechnęłam się, ale w środku zagotowałam. Wychowanie dziecka – dziewczynki czy chłopca – to nieustanna jazda bez trzymanki, pełna wyzwań i niespodzianek. To nie płeć definiuje trudności, tylko indywidualność każdego dziecka".
Czw. 21 listopada
"'Mamo, będę księżniczką! Kiedyś przyjedzie po mnie książę na białym koniu, a potem będziemy żyć długo i szczęśliwie!' – powiedziała moja 6-letnia Amelia, z zapałem wkładając koronę z papieru. Uśmiechnęłam się, ale gdzieś w środku poczułam niepokój. Nie wiem, czy naprawdę chcę, żeby Amelia wierzyła, że życie to czekanie na księcia, który ją uratuje. Albo że piękna sukienka i uroda to klucz do szczęścia. Może przesadzam, ale patrząc na jej fascynację bajkami o księżniczkach, zaczynam zastanawiać się, czy powinnam jakoś to kontrolować".
Czw. 21 listopada
"Oskar, chodź tu do babci! Mam dla ciebie pysznego kotlecika, spróbuj, nie będziesz żałował!” – mówi moja mama, a ja czuję, jak robię się czerwona na twarzy. Zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, mój 7-letni syn grzecznie tłumaczy: 'Babciu, ale ja nie jem mięsa'. Babcia tylko wzdycha, macha ręką i odpowiada: 'Oj, dzieciaku, co ty możesz wiedzieć? Mięso jest zdrowe, a te wasze sałaty to bzdura!' I tak zaczyna się kolejna rozmowa o tym, dlaczego nie jemy mięsa i dlaczego babcia wciąż uważa, że wie lepiej".
Czw. 21 listopada
"Zdecydowałam się napisać ten list, ponieważ przeżyłam ostatnio coś, co mną wstrząsnęło i skłoniło do głębszych refleksji na temat ludzkiej natury. Nigdy wcześniej nie podejrzewałabym, że takie sytuacje, o których zwykle czytamy w książkach, czy też oglądamy w filmach, mogą się przytrafić właśnie mnie".
Śr. 20 listopada
"Choć grudzień jeszcze na dobre się nie zaczął, ja już czuję, jak stres zbliżających się świąt powoli mnie przytłacza. Tym razem znowu przyszła kolej na mnie, by zorganizować Wigilię. Niby brzmi to miło, ale doświadczenie uczy, że miłość i ciepło rodzinne często zamieniają się w chaos, a głównym poszkodowanym jestem ja – gospodyni".
Wt. 19 listopada
"Jestem matką sześcioletniego chłopca, który – jak każde dziecko – ma swoje chwile lepsze i gorsze. Pomimo moich starań o zapewnienie mu jak najlepszej opieki, czwarta z kolei niania postanowiła zrezygnować z pracy, twierdząc, że mój syn jest źle wychowany. Przecież to nianie są od tego, żeby wychowywać dzieci, którymi się zajmują".
Pon. 18 listopada
"Moja 6-letnia Pola to chodzący wulkan kreatywności. Gdybyście ją zobaczyli, gdy idziemy rano do przedszkola, pewnie byście się uśmiechnęli: różowa tiulowa spódniczka, koszulka z jednorożcem, na to zielona bluza z dinozaurem i… brokatowe kalosze. Wygląda jak z innej planety i, szczerze mówiąc, kocham to. Ale ile razy usłyszałam od znajomych: 'Naprawdę pozwalasz jej TAK wychodzić? Przecież to brak kontroli!' – już nawet nie liczę. A ja zwyczajnie uważam, że wolność wyboru to pierwszy krok do odpowiedzialności".
Pon. 18 listopada