Z życia wzięte - Strona 212

"Nie ustąpiłam ciężarnej w autobusie. Czy żałuję? Oczywiście, że nie"
"Nie ustąpiłam ciężarnej w autobusie. Czy żałuję? Oczywiście, że nie"

"Kiedyś kobiety ciężarne pracowały w polu, w pełnym słońcu i jeszcze dom posprzątały. A teraz robi się z nich nie wiadomo kogo. Bez przesady, ciąża to nie choroba. Ostatnio w autobusie stała taka jedna z wielkim brzuchem. Nie ustąpiłam jej miejsca. Nie ze mną te numery. Nic jej się nie stanie, jak sobie trochę postoi". 

Pt. 10 maja

"Bratanica zaprosiła nas do siebie i tak nas przyjęła. Czy ktoś ją uczył manier?"
"Bratanica zaprosiła nas do siebie i tak nas przyjęła. Czy ktoś ją uczył manier?"

"Pojechaliśmy w weekend w odwiedziny do bratanicy mojego męża. Dziewczyna ma już prawie 30 lat, mieszka nad morzem i kilka razy grzecznie nas do siebie zapraszała na weekend, żebyśmy zobaczyli ich mieszkanie, a przy okazji pozwiedzali miasto. Nie mogliśmy przyjechać 2 lata temu na ich wesele, więc wypadało w końcu nadrobić i spełnić prośbę — jeszcze nie przekazaliśmy zaległej koperty... W końcu nadarzyła się okazja, pojechaliśmy, ale już w progu czekało na nas pierwsze zaskoczenie".

Pt. 10 maja

Czytelniczka straciła oszczędności i wzięła pożyczkę dla "amerykańskiego żołnierza" Jerry'ego z Chicago, poznanego na WhatsAppie
Czytelniczka straciła oszczędności i wzięła pożyczkę dla "amerykańskiego żołnierza" Jerry'ego z Chicago, poznanego na WhatsAppie

"Człowiek zakochany robi różne głupie rzeczy i ja także tak zrobiłam. Zakochałam się bez pamięci w amerykańskim żołnierzu, który napisał do mnie miesiąc temu. Był taki miły, szarmancki i wysyłał mi swoje zdjęcia. Pewnego dnia powiedział, że chciałby do mnie przyjechać i mnie odwiedzić, a jednak wtedy nagle zabrakło mu pieniędzy i poprosił o kasę. Dałam się nabrać, a nawet wzięłam pożyczkę dla niego. Straciłam wszystko. Nie zostawił mi nawet złamanego grosza. Jak mogłam być taka..."

Pt. 10 maja

"Nie zwróciła nam się komunia syna. Jestem w plecy dwa tysiące"
"Nie zwróciła nam się komunia syna. Jestem w plecy dwa tysiące"

"Chciałam, żeby synek miał wyjątkowe przyjęcie komunijne. Zapłaciłam sporo, ale byłam przekonana, że nam się zwróci. Niestety, goście się nie popisali i ostatecznie jesteśmy w plecy. Oczywiście to, co dostał Kacper, jest jego, ale czuję pewien niesmak, że więcej wydaliśmy, niż synek dostał".

Czw. 9 maja

Na wesele potwierdziło 73 gości, a lokal wymagał 90. Panna młoda znalazła brakujących przez grupę na Facebooku
Na wesele potwierdziło 73 gości, a lokal wymagał 90. Panna młoda znalazła brakujących przez grupę na Facebooku

"Właściciele lokalu powiedzieli mi wprost, że powinnam mieć 90 osób, bo inaczej odmówią mi zorganizowania wesela. Mogę zapłacić za puste krzesła, dla nich nie ma problemu, ale oni wydadzą 90 porcji, a co ja zrobię z nadwyżką, to już moja sprawa. Nie miałam więcej gości, niż tych, którzy potwierdzili mi obecność. Tak więc postanowiłam poszukać gdzieś indziej. Nie liczyłam już nawet na koperty. Byleby się jedzenie nie zmarnowało. No i znalazłam sposób".

Czw. 9 maja

Czytelniczka zgodziła się na intercyzę, której chciała przyszła teściowa, pod warunkiem że nie będą mieli dzieci
Czytelniczka zgodziła się na intercyzę, której chciała przyszła teściowa, pod warunkiem że nie będą mieli dzieci

"Gdyby ta propozycja wyszła od mojego narzeczonego, to jakoś inaczej może bym do tego podeszła, a tak, to czuję się z tym bardzo niekomfortowo. Wiem, że u nich w domu i rodzinie jest bogato i nie chcą tego stracić, ale przecież nie chcę wychodzić za Jarka za mąż, aby im to odebrać. Tak to niestety zrozumiałam z propozycji teściowej. Po chwili namysłu, postanowiłam się na to mimo wszystko zgodzić. No ale nie bez haczyka..."

Czw. 9 maja

"Mam wrażenie, że sąsiadka odwiedza mnie tylko w jednym celu. Jak ukrócić jej wizyty?"
"Mam wrażenie, że sąsiadka odwiedza mnie tylko w jednym celu. Jak ukrócić jej wizyty?"

"Mam 73 lata i jak na swój wiek prowadzę dość bujne życie towarzyskie. Korzystam z uroków naszego wspaniałego miasta i lubię spotykać się z ludźmi. Natomiast moja sąsiadka zachowuje się tak, jakby żyła moim życiem. Najchętniej odwiedzałaby mnie codziennie. Zdarza się, że w ciągu dnia potrafi przyjść do mnie nawet trzy razy. A wszystko po to, żeby dowiedzieć się, co robiłam dnia poprzedniego i czy coś ciekawego, czy też nowego się wydarzyło. Najgorsze jest to, że doszły mnie słuchy, że ona to wszystko potem rozpowiada koleżankom i to jeszcze w podkolorowanej wersji. Mam wrażenie, że sąsiadka odwiedza mnie tylko w tym celu — żeby mieć o czym plotkować. Ale to, co ostatnio powiedziała na mój temat, to już gruba przesada. Choć wiem, że trochę w tym mojej winy. Muszę jakoś ukrócić jej wizyty u mnie. Tylko nie wiem, jak to zrobić w kulturalny sposób".

Czw. 9 maja

"Figlarna ciotka zepsuła nasze wesele. Uważa, że nic się nie stało i nie będzie przepraszać"
"Figlarna ciotka zepsuła nasze wesele. Uważa, że nic się nie stało i nie będzie przepraszać"

"Pewnie każdy z Was ma taką ciotkę albo wujaszka, który lubi chlapnąć przy okazji rodzinnych uroczystości. Tak właśnie było na naszym weselu. Ciotka Halina zabawiła się tak, że aż ledwo się trzymała na nogach. Śpiewała nie do rymu, nie do taktu, zaczepiała gości, a gdy przyszła północ - wpadła z impetem w nasz gigantyczny, wielopiętrowy tort. Cała sala była w szoku, a obsługa nie wiedziała, którą ręką zbierać pozostałości ciasta."

Czw. 9 maja