Z życia wzięte - Strona 212

"Robimy wegetariańskie wesele. Wujek zapowiedział, że zabierze ze sobą kiełbasę"
"Robimy wegetariańskie wesele. Wujek zapowiedział, że zabierze ze sobą kiełbasę"

"Od lat jestem wegetarianką i nie wyobrażam sobie, że w moim najważniejszym dniu w życiu będziemy się bawić przy stołach z mięsem. To dla mnie nie do pomyślenia. To dlatego uzgodniliśmy z mężem, że na naszym weselu nie będzie mięsa. Otwarcie mówimy o tym gościom, a nawet zaproszenia do tego nawiązują. Jeden wujek bardzo się oburzył. Zapowiedział, że zabierze ze sobą kiełbasę, bo on nie zamierza tolerować takich dziwactw. Co to ma znaczyć?"

Pt. 10 maja

"Nie ustąpiłam ciężarnej w autobusie. Czy żałuję? Oczywiście, że nie"
"Nie ustąpiłam ciężarnej w autobusie. Czy żałuję? Oczywiście, że nie"

"Kiedyś kobiety ciężarne pracowały w polu, w pełnym słońcu i jeszcze dom posprzątały. A teraz robi się z nich nie wiadomo kogo. Bez przesady, ciąża to nie choroba. Ostatnio w autobusie stała taka jedna z wielkim brzuchem. Nie ustąpiłam jej miejsca. Nie ze mną te numery. Nic jej się nie stanie, jak sobie trochę postoi". 

Pt. 10 maja

"Bratanica zaprosiła nas do siebie i tak nas przyjęła. Czy ktoś ją uczył manier?"
"Bratanica zaprosiła nas do siebie i tak nas przyjęła. Czy ktoś ją uczył manier?"

"Pojechaliśmy w weekend w odwiedziny do bratanicy mojego męża. Dziewczyna ma już prawie 30 lat, mieszka nad morzem i kilka razy grzecznie nas do siebie zapraszała na weekend, żebyśmy zobaczyli ich mieszkanie, a przy okazji pozwiedzali miasto. Nie mogliśmy przyjechać 2 lata temu na ich wesele, więc wypadało w końcu nadrobić i spełnić prośbę — jeszcze nie przekazaliśmy zaległej koperty... W końcu nadarzyła się okazja, pojechaliśmy, ale już w progu czekało na nas pierwsze zaskoczenie".

Pt. 10 maja

"Chciał, żebym zwolniła się z pracy, a teraz wylicza mi każdą złotówkę wydaną na zakupach"
"Chciał, żebym zwolniła się z pracy, a teraz wylicza mi każdą złotówkę wydaną na zakupach"

"Nigdy nie byłam jakoś szczególnie przewrażliwiona na temat kobiecej niezależności, tym bardziej, gdy się jest w małżeństwie, bo jak wiadomo, czasem jedno musi z czegoś zrezygnować dla dobra rodziny i to jest normalne. Mniej normalne wydaje mi się jednak to, co odstawia ostatnio mój mąż. Najpierw chciał, żebym zwolniła się z pracy, a teraz wylicza mi każdą złotówkę wydaną na zakupach spożywczych. Okazuje się, że wyszłam za totalnego sknerusa".

Czw. 9 maja

"Nie zwróciła nam się komunia syna. Jestem w plecy dwa tysiące"
"Nie zwróciła nam się komunia syna. Jestem w plecy dwa tysiące"

"Chciałam, żeby synek miał wyjątkowe przyjęcie komunijne. Zapłaciłam sporo, ale byłam przekonana, że nam się zwróci. Niestety, goście się nie popisali i ostatecznie jesteśmy w plecy. Oczywiście to, co dostał Kacper, jest jego, ale czuję pewien niesmak, że więcej wydaliśmy, niż synek dostał".

Czw. 9 maja

"Zaprosiłam 120 osób, potwierdziło 73. Lokal kazał mi znaleźć jeszcze 17. Znalazłam na to sprytny sposób"
"Zaprosiłam 120 osób, potwierdziło 73. Lokal kazał mi znaleźć jeszcze 17. Znalazłam na to sprytny sposób"

"Właściciele lokalu powiedzieli mi wprost, że powinnam mieć 90 osób, bo inaczej odmówią mi zorganizowania wesela. Mogę zapłacić za puste krzesła, dla nich nie ma problemu, ale oni wydadzą 90 porcji, a co ja zrobię z nadwyżką, to już moja sprawa. Nie miałam więcej gości, niż tych, którzy potwierdzili mi obecność. Tak więc postanowiłam poszukać gdzieś indziej. Nie liczyłam już nawet na koperty. Byleby się jedzenie nie zmarnowało. No i znalazłam sposób".

Czw. 9 maja

"Narzeczony pochodzi z zamożnej rodziny. Jego matka chce, byśmy podpisali intercyzę. Postawiłam warunek"
"Narzeczony pochodzi z zamożnej rodziny. Jego matka chce, byśmy podpisali intercyzę. Postawiłam warunek"

"Gdyby ta propozycja wyszła od mojego narzeczonego, to jakoś inaczej może bym do tego podeszła, a tak, to czuję się z tym bardzo niekomfortowo. Wiem, że u nich w domu i rodzinie jest bogato i nie chcą tego stracić, ale przecież nie chcę wychodzić za Jarka za mąż, aby im to odebrać. Tak to niestety zrozumiałam z propozycji teściowej. Po chwili namysłu, postanowiłam się na to mimo wszystko zgodzić. No ale nie bez haczyka..."

Czw. 9 maja

"Mam wrażenie, że sąsiadka odwiedza mnie tylko w jednym celu. Jak ukrócić jej wizyty?"
"Mam wrażenie, że sąsiadka odwiedza mnie tylko w jednym celu. Jak ukrócić jej wizyty?"

"Mam 73 lata i jak na swój wiek prowadzę dość bujne życie towarzyskie. Korzystam z uroków naszego wspaniałego miasta i lubię spotykać się z ludźmi. Natomiast moja sąsiadka zachowuje się tak, jakby żyła moim życiem. Najchętniej odwiedzałaby mnie codziennie. Zdarza się, że w ciągu dnia potrafi przyjść do mnie nawet trzy razy. A wszystko po to, żeby dowiedzieć się, co robiłam dnia poprzedniego i czy coś ciekawego, czy też nowego się wydarzyło. Najgorsze jest to, że doszły mnie słuchy, że ona to wszystko potem rozpowiada koleżankom i to jeszcze w podkolorowanej wersji. Mam wrażenie, że sąsiadka odwiedza mnie tylko w tym celu — żeby mieć o czym plotkować. Ale to, co ostatnio powiedziała na mój temat, to już gruba przesada. Choć wiem, że trochę w tym mojej winy. Muszę jakoś ukrócić jej wizyty u mnie. Tylko nie wiem, jak to zrobić w kulturalny sposób".

Czw. 9 maja