Z życia wzięte - Strona 427
„Staram się być wyrozumiała i nie robię problemów sąsiadce, która ma dwójkę nieznośnie głośnych dzieci. Może i jestem bezdzietną singielką, ale doskonale rozumiem, że okiełznanie takiej ekipy może być wyzwaniem dla samotnej matki. Ostatnio jednak dzieciaki sąsiadki urządziły w środku nocy istne Eldorado. Gdy zapukałam do drzwi, aż mnie zatkało...”
Pon. 4 grudnia
"Nie wiem, na jakiej zasadzie funkcjonuje małżeństwo mojej siostry i jej męża, ale moim zdaniem już dawno powinno się to wszystko zakończyć, ponieważ Klara nie szanuje kompletnie Przemka i to widać gołym okiem. Zachowuje się jakby była jego matką, a nie partnerką, a jemu widzę, że to przeszkadza tylko boi się mojej siostry. Zastanawiam się, czy nie porozmawiać z nim i nie okazać mu wsparcia i dodać siły, aby coś zmienił w swoim życiu".
Pon. 4 grudnia
Nanilza Venceslau jest nie tylko lekkoatletyczką, ale przede wszystkim mamą i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że 37-latka nie ma rąk. Świetnie radzi sobie na treningu, ale także w domu, gdy musi sama zająć się synkiem. Jest bohaterką, a jej historia pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych.
Pon. 4 grudnia
„Nigdy, przenigdy nie zaproszę koleżanek z klasy do domu. Zwyczajnie w świecie wstydzę się miejsca, w którym mieszkam. Dlaczego życie jest tak niesprawiedliwe? Dlaczego moi rodzice nie zarabiają więcej? Dlaczego nie stać nas na mieszkanie rodem z katalogu? Co za obciach, mam już tego wszystkiego dość...”
Pon. 4 grudnia
„Grudzień = niekończące się wydatki. Tylko skąd wziąć na to wszystko pieniążki? To proste! Ze sprzedaży starych, niepotrzebnych rzeczy. Kiedy wystawiłam na aukcjach już wszystkie za ciasne ubrania, zabrałam się za przegląd piwnicy. Ku mojemu zadowoleniu znalazłam tam jakieś stare, drewniane sanki. Akurat spadł śnieg, więc kupiec znalazł się w ekspresowym tempie. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że mój mąż strzelił focha, bo je sprzedałam. Nie uwierzycie, co go tak zezłościło!”
Pon. 4 grudnia
"Klasyka — ktoś by powiedział. Tak, to ja byłam tą dziewczyną, która wiecznie czeka, aż mój facet dojrzeje i wreszcie będzie gotowy na poważny związek. Tak jak Księżna Kate miała przydomek >Katy Waity<, tak na mnie mogliby wołać >Weronika nie wyczekała<. Niestety ja nie doczekałam się szczęśliwego zakończenia i nie poślubiłam swojego księcia z bajki. Zakończenie tej historii złamało mi serce".
Pon. 4 grudnia
"Nie powiedziałabym, że wyszło mi to na dobre. Ale teraz już za późno. Podkusiło mnie coś i schowałam się w tej szafie. A wszystko dlatego, że podejrzewałam, że on coś przede mną ukrywa. Zbyt wiele rzeczy w ostatnim czasie mi się nie zgadało. A on też był jakoś bliżej z moją siostrą. Byłam zwyczajnie zazdrosna. No i zrobiłam to. A później wszystko usłyszałam. Dosłownie wszystko".
Pon. 4 grudnia
"Moja mama miała gotowy plan na moje życie. Twierdziła, że po skończeniu studiów muszę znaleźć sobie bogatego chłopaka i wziąć z nim ślub. Była tak zapobiegliwa, że przedstawiła mi kilku poważnych kandydatów! Ja jednak wybrałam inne życie, a ona nie mogła się z tym pogodzić".
Pon. 4 grudnia
"Z teściową od początku miałam na pieńku. Już przed ślubem nie zaakceptowała mnie i miała za złe Marcinowi, że nie był zainteresowany jej kandydatką na żonę. Uprzykrzała mi życie na wszelkie możliwe sposoby, zwłaszcza gdy Marcin nie widział. Ostatnia jednak zauważyłam, że nie wiedzieć czemu, stała się przemiła i uczynna! Nagle skończyły się uszczypliwości i domysły. Od razu się zorientowałam, że coś jest grane, tylko jeszcze nie wiedziałam co".
Pon. 4 grudnia
"Mam 67 lat i przywykłam do tego, że jestem sama. Mąż zmarł dawno temu, a ja nie szukałam na siłę nowego partnera. Dobrze mi było samej ze sobą. Poza tym nie umiałaby chyba pokochać nikogo nowego. Mam jednego syna, który dopiero niedawno się ożenił. Wziął sobie za żonę kobietę o 20 lat od niego młodszą, za którą ja od początku nie przepadałam, ale przecież nie mogę mu wybierać partnerki. Ostatecznie to on będzie z nią żył i to jemu ma być z nią dobrze. Niestety od pewnego czasu mieszkamy wszyscy razem, oni niby tylko na jakiś czas. Teraz jednak nie czuję się tutaj jak u siebie. Synowa rządzi, a ja nie mam nic do powiedzenia".
Pon. 4 grudnia