Z życia wzięte - Strona 198
"Zanim zostałam żoną, to moje wyobrażenia na temat małżeństwa opierały się w głównej mierze na tym, co widziałam w swoim domu rodzinnym. Relacje między moimi rodzicami były wręcz wzorowe i dokładnie to samo pragnęłam odwzorować kiedyś w budowaniu własnej rodziny oraz relacji z partnerem. Niestety na marzeniach się skończyło, bo jesteśmy 11 lat po ślubie, a wciąż dzielimy rachunki na pół. Inaczej wyobrażałam sobie wspólne życie, tym bardziej po kilkunastu latach związku".
Czw. 23 maja
"Naprawdę mam tego już pod korek, wiecznie Sandra i Sandra, no bo przecież ja nie mam dzieci, to co ja mogę robić popołudniami. Dowiedziałam się też, że siedzenie po godzinach w pracy, to przyjemność w porównaniu do opieki nad dziećmi i obowiązkami domowymi i kilka koleżanek z działu chętnie się ze mną zamieni życiem. Tylko że ja nikomu nie kazałam pakować się w pieluchy i małżeństwa. Poza tym to, że ja nie mam własnej rodziny, wcale nie oznacza, że nie mam życia. Mam i też chcę, aby moje życie prywatne było brane pod uwagę".
Czw. 23 maja
"Nigdy nie przypuszczałam, że Bożena, mama mojego przyszłego męża tak bardzo się na mnie obrazi, gdy odmówię jej pomocy w przygotowaniach na ślub. Z Maćkiem sporo odłożyliśmy pieniędzy, więc stać nas na piękne ślubne dekoracje. Przyszła teściowa chciała zerwać nam mnóstwo kwiatów ze swojej działki pod miastem i zrobić sama bukiet dla mnie oraz ozdoby na stół. Nie mogła zrozumieć, że wydamy parę tysięcy na kwiatowe dodatki, skoro możemy zaoszczędzić. Odmówiliśmy grzecznie, bo wymarzyliśmy sobie, że cały kościół i sala weselna będzie skąpana w gustownych, herbacianych różach."
Czw. 23 maja
"Mój kochany mężulek powiedział swojej mamusi, że jestem niewdzięczna, bo nigdy go nie chwalę za to, że posprzątał albo wyniósł śmieci. W jego przekonaniu powinnam być wdzięczna i mówić o nim miło do swoich koleżanek, czy rodziny. Trochę mnie zdziwiła jego postawa, bo uważam, że w małżeństwie powinniśmy się dzielić obowiązkami."
Czw. 23 maja
"Pojechałam na czterodniową konferencję, ale ostatni blok spotkań odwołano, ponieważ prelegent rozchorował się i nie dojechał. Za zgodą szefa zrezygnowałam z ostatniego dnia i zamiast w niedzielę wieczór, zjawiłam się w domu w sobotę. Zdążyłam tylko wejść do sypialni i rozpakować walizkę, kiedy wrócił do domu mój mąż z roześmianą kobietą. Po cichu wymknęłam się na balkon".
Czw. 23 maja
"Z mężem od dłuższego czasu nam się nie układa. Ja mimo wszystko go kocham. On mi zarzuca, że powinnam wziąć się do roboty, bo tylko on pracuje i utrzymuje dom. To jest najczęstszym powodem kłótni. W końcu mu powiedziałam, że w takim razie powinniśmy się rozstać, skoro nie odpowiada mu styl mojego życia. Myślałam, że dzięki temu się otrząśnie i zacznie bardziej o mnie dbać. Miał o mnie zabiegać, a on z uśmiechem mi przytaknął i stwierdził, że to dobry pomysł".
Czw. 23 maja
"Ostatnio w moim domu pojawiła się prawdziwa plaga. Mrówki są dosłownie wszędzie. Nie wiem, jak się z nimi uporać, sytuacja jest naprawdę trudna. Mam pewne podejrzenia. Uważam, że to wina mojej teściowej. Nie wiem, czy zrobiła to celowo, ale tak to wygląda. Powiedziałam o obawach mojemu mężowi, a on uważa, że przesadzam. Jest zaślepiony mamuśką. Mieszkała u nas kilka dni i nagle pojawiły się mrówki. To mówi wszystko".
Czw. 23 maja
"Kiedy zmarł mój św.p. mąż, zostałam sama w dużym, pustym domu. Nie dawałam sobie rady z utrzymaniem takiego metrażu. Postanowiłam więc wynająć dom, a samemu przenieść się do mojego starszego syna. Przemysław nieraz obiecywał, że gdy taty zabraknie, on weźmie mnie pod swój dach. Teraz nadarzyła się okazja, by słowa dotrzymać".
Czw. 23 maja
"Robercik to mój wnuczek. Myślałem, że on się zmienił. To prawda, że kiedyś był strasznym materialistą i liczyły się dla niego tylko pieniądze, a nawet sprzedałby całą rodzinę na 30 srebrników. A jednak Robercik deklarował, że się zmienił i teraz jest już wartościowym chłopakiem, więc zmieniłem testament. Gdy się jednak dowiedziałem, co mówi na mój temat, podjąłem taką decyzję, że wnusio nie dostanie nawet złamanego grosza".
Czw. 23 maja
"Jestem żoną już tak długo, że zapomniałam, czym jest całkowita wolność w nawiązywaniu kontaktów z nowo poznanymi ludźmi. Ciągle tylko praca, dom, gotowanie, pranie i sprzątanie, a przecież życie jest tylko jedno – przypomniał mi o tym mój wyjazd do uzdrowiska, gdzie znów poczułam się, jakbym znów miała dziewiętnaście lat. Poznałam w sanatorium mężczyznę, dla którego mogłabym zostawić męża, ale sama nie wiem, bo to raczej decyzja bez odwrotu".
Śr. 22 maja