"Kocham swoje dzieci nad życie, ale coraz częściej mam wrażenie, że ktoś chce mi je 'odebrać'. Moja teściowa nieustannie stara się być w centrum ich uwagi – prezenty, słodycze, zabawy bez zasad – a potem słyszę od synka: 'Babcia jest lepsza, bo ty ciągle czegoś zabraniasz'".
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
"Babcia zawsze mówi TAK"
Mam na imię Edyta, mam 35 lat i jestem mamą dwójki dzieci – Julka, lat 6, i Oli, lat 4. Staram się być dobrą matką, ale też stawiam granice. Nie pozwalam na jedzenie słodyczy przed obiadem, staram się ograniczać czas spędzany przed ekranem i uczę dzieci szacunku do zasad.
Teściowa, z kolei, ma zupełnie inne podejście. Kiedy dzieci są u niej, wszystkie reguły idą w kąt. Słodycze? Na śniadanie, obiad i kolację. Gry komputerowe? Proszę bardzo, bez limitu. A kiedy zwracam na to uwagę, mówi tylko:
Edyta, od tego jest babcia, żeby dzieciaki były szczęśliwe.
Nie ukrywam, że mnie to frustruje. Po każdej wizycie u babci moje dzieci wracają rozpieszczone do granic możliwości. Julka powiedział ostatnio:
Babcia jest fajniejsza, bo pozwala nam robić wszystko.
Zabolało mnie to, choć wiem, że nie powinno. Ale jak mam konkurować z kimś, kto nigdy nie mówi "nie"?

"To przecież tylko rozpieszczanie"
Próbowałam porozmawiać o tym z mężem, ale on nie widzi problemu.
Przecież nic złego się nie dzieje. Moja mama ich kocha, a dzieci są szczęśliwe
– powiedział, kiedy po raz kolejny wylałam swoje żale. Może i kocha, ale czy miłość oznacza robienie wszystkiego, żeby dzieciaki uważały ją za lepszą?
Teściowa nie tylko pozwala im na wszystko, ale też robi wszystko, żeby wypaść w ich oczach jak najlepiej. Kiedy na przykład powiedziałam, że Julek nie dostanie nowej zabawki, bo musimy oszczędzać, teściowa po cichu kupiła mu dokładnie to, o co prosił. Oczywiście dostałam potem od synka tekst w stylu: "Babcia mówi, że zawsze mnie zrozumie".
Rozmawiałam o tym z moją przyjaciółką, która ma podobny problem.
Edyta, to klasyka. Babcie chcą być uwielbiane, ale nie biorą pod uwagę, że potem to ty musisz odkręcać wszystkie te ich 'dobroci'. Ja postawiłam granice i powiedziałam mojej mamie, że jeśli będzie tak robić, to ograniczę jej kontakt z wnukami
– poradziła mi. Ale czy ja naprawdę chcę iść aż tak daleko?

Wojna na miłość
Najgorsze jest to, że zaczęłam czuć się jak w jakiejś dziwnej rywalizacji. Kiedy przyjeżdża do nas teściowa, robi wszystko, żeby dzieci skupiły się tylko na niej. Rozdaje prezenty, organizuje zabawy, a potem rzuca uwagi w stylu: "Mama tak się denerwuje, a babcia zawsze ma czas na zabawę".
Pewnego dnia powiedziałam jej wprost, że nie podoba mi się, jak podważa moje decyzje. Jej reakcja? "Edyta, nie przesadzaj. Ty jesteś matką, ja jestem babcią. To dwie różne role". Ale czy to naprawdę oznacza, że może ignorować wszystko, co ustalamy z mężem?
Nie wiem, co robić. Nie chcę odbierać dzieciom babci, bo wiem, że ją kochają, ale z drugiej strony nie mogę pozwolić, żeby każde moje "nie" było podważane. Zaczynam czuć, że walczę o miłość moich własnych dzieci, a przecież nie tak powinno to wyglądać.
Ostatnio Julka zapytał: "Mamo, dlaczego nie możesz być jak babcia?". To był cios prosto w serce. Ale czy powinnam zmieniać swoje zasady, żeby nadążyć za jej "dobrocią"?
Czy miłość babci to naprawdę bezwarunkowe rozpieszczanie? A może to ja muszę nauczyć dzieci, że miłość to także stawianie granic?
Edyta