"Każda mama wie, jak ważne jest zdrowe i różnorodne odżywianie dzieci. Staram się, jak mogę, żeby moje maluchy jadły zdrowo, a jednocześnie smacznie. Ale moja teściowa uważa, że to, co im podaję, to tylko 'wymysły'. Za każdym razem, gdy przyjeżdża, słyszę uwagi o tym, że moje dzieci jedzą 'za nowocześnie', a ja powinnam wrócić do tradycyjnych obiadów, takich jak 'za jej czasów'. Czuję, że tracę cierpliwość".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Krytyka, która nigdy się nie kończy
Mam dwójkę dzieci: Hanię, 6 lat, i Jasia, 4 lata. Jak większość mam, staram się gotować zdrowo, inspirując się współczesnymi przepisami – w mojej kuchni jest miejsce na warzywne zupy, pieczone ryby, makarony pełnoziarniste, a czasem nawet na bardziej wyszukane dania, takie jak curry czy placki z ciecierzycy. Dla mnie to naturalne, że dzieci powinny poznawać różne smaki i uczyć się zdrowych nawyków.
Ale moja teściowa, Helena, uważa inaczej.
A co to jest? Placki z jakiejś... ciecierzycy? Kiedyś to były prawdziwe obiady – kotlet schabowy, ziemniaki i mizeria!
– mówiła ostatnio, widząc, co przygotowałam na kolację. Kiedy zaprosiłam ją na obiad i podałam pieczonego łososia z kaszą jaglaną, skomentowała:
No, dzieci na pewno są zachwycone. A gdzie kompot i rosół?

Nie chodzi o to, że nie doceniam tradycyjnej kuchni – sama uwielbiam schabowego czy pierogi. Ale nie chcę, żeby moje dzieci jadły tylko smażone mięso i ziemniaki. W dzisiejszych czasach wiemy więcej o zdrowym odżywianiu, więc dlaczego mam ograniczać ich dietę do tego, co "zawsze było w domu"?
Próby tłumaczenia nie przynoszą efektów
Próbowałam wytłumaczyć teściowej, dlaczego gotuję w ten sposób. Powiedziałam jej: "Helena, to nie są żadne wymysły. Dzieci jedzą więcej warzyw, próbują nowych rzeczy i uczą się zdrowych nawyków". Ale ona tylko wzruszyła ramionami i odparła: "Zdrowych? Ja wychowałam dwóch synów na schabowych i żyją. Te wszystkie nowości to tylko moda".
Mój mąż, Piotrek, stara się nie wtrącać.
Nie przejmuj się, mama zawsze będzie miała swoje zdanie. Gotuj, jak uważasz
– mówi. Ale trudno nie przejmować się, kiedy za każdym razem, gdy teściowa jest u nas, słyszę uwagi o tym, że "dzieci są takie chude" albo że "powinny jeść coś konkretniejszego".
Kiedy ostatnio Hania nie chciała zjeść obiadu, teściowa skomentowała:
No widzisz, nic dziwnego, że jej nie smakuje. Ja bym tego też nie zjadła.
Czułam, jak wzbiera we mnie złość, ale ugryzłam się w język.

Starcie dwóch światów
Największym problemem jest to, że teściowa nie rozumie, jak zmieniły się czasy. To, co działało kiedyś, niekoniecznie musi być dobre teraz. Oczywiście, kiedy dorastała, nie mówiło się tyle o zdrowym odżywianiu, ale teraz mamy dostęp do większej wiedzy i możliwości.
Rozmawiałam o tym z moją przyjaciółką, Sylwią, która ma podobny problem z własną mamą. Powiedziała mi: "Dorota, twoja teściowa zawsze będzie uważać, że wie lepiej, bo tak się wychowały nasze mamy. Ale ty jesteś matką i to ty decydujesz, co jedzą twoje dzieci". Te słowa dały mi trochę otuchy, ale nie zmieniają faktu, że za każdym razem czuję, jakbym musiała się bronić przed krytyką.
Zastanawiam się, czy jest sposób, żeby teściowa przestała wtrącać się w to, co podaję dzieciom. Chciałabym, żeby zrozumiała, że nie robię tego, żeby ją krytykować czy odrzucać tradycję, ale dlatego, że chcę dla swoich dzieci jak najlepiej.
Myślę o tym, żeby zaprosić ją do wspólnego gotowania i pokazać, że zdrowe jedzenie może być równie smaczne, co tradycyjne potrawy. Ale boję się, że ona i tak nie zmieni zdania i dalej będzie uważać, że "kiedyś było lepiej".
Dorota