"Święta zawsze były dla mnie czasem rodziny, wspólnych chwil i miłości. Tym bardziej zabolało mnie, gdy mój syn powiedział, że w tym roku woli spędzić Boże Narodzenie u teściów, bo "tam jest bardziej swobodnie". Czy naprawdę moje starania i lata budowania świątecznej atmosfery już nic dla niego nie znaczą? Czuję się, jakbym straciła coś bardzo ważnego".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Słowa, które zabolały najbardziej
Całe życie dbałam, by nasze święta były wyjątkowe. Wspólne ubieranie choinki, zapach pieczonych pierników, kolędy w tle. To były nasze tradycje. Dlatego nie mogłam uwierzyć, gdy tydzień temu syn, Patryk, zadzwonił do mnie i oznajmił:
Mamo, w tym roku spędzamy Wigilię u Karoliny rodziców. Tam jest jakoś bardziej swobodnie.
Zamurowało mnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. "Swobodnie"? Czy to znaczy, że u mnie jest zbyt sztywno? Że nie potrafię stworzyć odpowiedniej atmosfery? Po rozmowie długo siedziałam sama przy stole, próbując zrozumieć, co się właściwie wydarzyło.

Teściowie, którzy "robią wszystko inaczej"
Karolina, moja synowa, jest w porządku – zawsze była miła i uprzejma. Ale odkąd zaczęli być razem, Patryk coraz częściej wspominał, jak jej rodzice organizują święta. Nie gotują dwunastu tradycyjnych potraw, nie trzymają się "sztywnych zasad", jak to nazwał, tylko stawiają na luźne spotkanie przy stole. Nie ma dzielenia się opłatkiem, nie ma obowiązku siedzenia przy stole przez całą kolację.
Możemy nawet w piżamach siedzieć, jak chcemy
– mówił, a ja czułam, że coś we mnie pęka.
Zawsze wierzyłam, że święta to czas, który warto celebrować. Może nie jestem nowoczesna, ale uważam, że tradycje są ważne. Czy to źle, że w moim domu każdy ma swoje miejsce przy stole? Że staram się, by wszystko było idealne?
U teściów mogę po prostu być sobą
– powiedział mi syn. A ja poczułam, jakby moje starania poszły na marne.

Czy tradycja przegrała z nowoczesnością
Zaczęłam zastanawiać się, gdzie popełniłam błąd. Czy to przez to, że zawsze wymagałam od wszystkich, by ubrali się odświętnie? Że chciałam, by każdy zjadł choć po kawałku każdej potrawy? Może rzeczywiście nie dawałam synowi i jego rodzinie tyle luzu, ile potrzebują.
Rozmawiałam o tym z moją przyjaciółką, Danutą. Powiedziała:
Lucyna, dzieci teraz żyją inaczej. Dla nich święta to już nie tradycja, tylko chwila relaksu. A ty zawsze chcesz, żeby wszystko było jak w książce.
Może ma rację, ale czy to oznacza, że moje wartości są nieważne?
Mój mąż, Ryszard, starał się mnie pocieszyć:
Nie przejmuj się, w końcu wrócą na Wigilię do nas. Teściowie Karoliny to tylko chwilowa moda.
Ale czy to naprawdę tylko moda? Boję się, że stracę syna na zawsze – że te "swobodne" święta staną się dla niego normą.
Próbuję zrozumieć, choć boli
Nie jest mi łatwo pogodzić się z tym, że w tym roku Patryka i Karoliny nie będzie przy moim stole. Wiem, że muszę to zaakceptować, ale to nie znaczy, że nie czuję żalu. Próbuję się z tym pogodzić – może w przyszłym roku spróbuję wprowadzić trochę więcej luzu do naszych świąt.
Jednak ciągle zadaję sobie pytanie: czy to ja się zmieniłam, czy to świat wokół mnie? Dlaczego coś, co kiedyś było dla wszystkich oczywiste, teraz wydaje się przeszkodą?
Lucyna