"Od lat jeżdżę tym samym, wysłużonym samochodem. Może nie jest nowy, może nie imponuje na ulicy, ale zawsze dowozi mnie tam, gdzie trzeba. Dla mnie liczy się to, że działa. Dla mojej sąsiadki – jest to jednak powód do drwin. Gdy niedawno usłyszałam od niej kąśliwy komentarz o tym, jakim 'gratem' jeżdżę, zaczęłam się zastanawiać: kiedy zaczęliśmy oceniać ludzi na podstawie tego, co posiadają, a nie kim są".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Samochód czy wartość człowieka
Kilka dni temu wracałam z zakupów. Jak zwykle zaparkowałam swoje auto pod domem. W tym samym momencie na podjazd wjechała sąsiadka, pani Magda, swoim nowym, błyszczącym SUV-em. Z samochodu wyszła pewnym krokiem, obrzuciła moje auto spojrzeniem i z uśmiechem, który aż ociekał ironią, powiedziała:
Naprawdę jeszcze jeździsz tym starym gruchotem? Nie wstyd ci?
Zatkało mnie. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Magda nawet nie czekała na moją reakcję. Opowiadała mi z zachwytem o nowym aucie, które właśnie wzięła na kredyt:
Wiesz, dziś nie wypada jeździć byle czym. A ten model? Full opcja, same bajery! Powinnaś sobie coś takiego sprawić, od razu poczujesz się lepiej.
Stałam tam, z torbami w rękach, słuchając, jak sąsiadka udowadnia mi, że jestem gorsza, bo mój samochód nie jest nowy i błyszczący. Chociaż próbowałam to ignorować, te słowa we mnie utkwiły.
canva.com
Mój samochód ma już swoje lata. Jest pełen drobnych rys, skrzypi na zakrętach, a jego lakier już dawno stracił dawny blask. Ale działa. Dowozi mnie do pracy, na zakupy, na wakacje. Nie muszę się martwić o raty kredytowe ani wysokie ubezpieczenie. Nie kupuję nowych aut, bo dla mnie to nie priorytet. Wolę wydać pieniądze na dzieci, na wspólne wyjazdy albo po prostu oszczędzić coś na czarną godzinę.
Wiem, że dla niektórych ludzi to może być dziwne. Dla nich liczy się, żeby wszystko wyglądało idealnie – nowy samochód, najnowszy model telefonu, designerskie ubrania. Ale czy to naprawdę świadczy o wartości człowieka? Dla mnie liczy się to, jak traktujemy innych, a nie to, czym jeździmy.
Nie pozwolę się oceniać
Patrząc na panią Magdę i jej SUV-a, nie mogłam przestać myśleć o tym, jak bardzo w naszym społeczeństwie liczy się "mieć". Porównujemy się do innych na każdym kroku: kto ma większy dom, lepszy telefon, droższą wakacyjną wycieczkę. Nawet jeśli kogoś nie znamy, od razu próbujemy go ocenić na podstawie tego, co widzimy.
Zastanawiam się, kiedy to się zaczęło. Może to media społecznościowe, gdzie każdy chwali się tylko najlepszymi momentami swojego życia? Może kultura konsumpcji, która wmawia nam, że tylko nowe i drogie rzeczy dają wartość? Nie wiem. Ale widzę, jak bardzo takie myślenie oddala nas od siebie.
Zamiast odpowiedzieć coś pani Magdzie, odwróciłam się i weszłam do domu. W środku złość mieszała się ze smutkiem. Czy naprawdę wartość człowieka zależy od tego, czym jeździ? Dla mnie liczy się to, że jestem dobrą matką, że dbam o swoją rodzinę, że pomagam innym. Nie zamierzam brać kredytu na nowy samochód tylko po to, żeby przypodobać się sąsiadce.
Każdy z nas ma inne priorytety. Ja stawiam na relacje, a nie rzeczy. Stary samochód to tylko środek transportu – nie symbol mojego statusu ani tego, kim jestem. Chciałabym, żeby ludzie to zrozumieli i przestali oceniać innych na podstawie rzeczy materialnych.
canva.com
Kiedy "gruchot”" jest więcej wart niż SUV
Mój samochód to nie tylko środek transportu. To coś więcej. Tym autem woziłam dzieci do przedszkola, jechałam na pierwsze wakacje nad morze, a kilka lat temu wiozłam moją mamę do szpitala, gdy potrzebowała pomocy. Za każdym razem dowoził mnie tam, gdzie chciałam być – i zawsze bez awarii. Nie potrzebuję nowego auta, żeby czuć się wartościowym człowiekiem.
Mam nadzieję, że kiedyś ludzie zaczną patrzeć na siebie inaczej. Nie przez pryzmat rzeczy, które mają, ale przez pryzmat tego, jakimi są ludźmi. Bo na końcu dnia to nie SUV, telefon czy marka ubrań decydują o tym, jak nas zapamiętają – ale to, co zostawimy w sercach innych.
Monika