"'Zobaczysz, jak pięknie to zorganizowałam' – powiedziała moja przyjaciółka Kasia, pokazując mi zdjęcia z ostatnich urodzin swojego syna. Dmuchańce, klauni, stoły uginające się od przekąsek, a w tle wielki baner z jego imieniem. Wszystko piękne, idealne i kosztujące tyle, co moje miesięczne wydatki na całą rodzinę. W tym roku urodziny mojej córki robię jak zawsze – w domu, z domowym tortem, balonami i garścią prostych dekoracji".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
"Musisz zrobić coś WOW, żeby dzieciaki to zapamiętały"
Kasia zawsze robi urodziny z rozmachem. Jej syn Tymek miał już imprezy tematyczne z postaciami z bajek, tor przeszkód, a w zeszłym roku nawet mini zoo. Kiedy opowiada o tych przyjęciach, słucham jej i czuję, jak rośnie we mnie dziwne uczucie. Czy powinnam czuć się winna, że nie robię tego samego?
Musisz zrobić coś WOW, żeby dzieciaki to zapamiętały
– powiedziała ostatnio, gdy wspomniałam, że zamierzam upiec tort sama.
Tylko że ja nie widzę sensu w wydawaniu tysięcy na coś, co trwa kilka godzin. Moja córka Hania ma pięć lat i, szczerze mówiąc, największą radość sprawia jej to, że sama pomaga mi piec ciasto albo dmucha balony. Może proste urodziny w domu są dziś jednak wystarczające. Nawet w świecie, gdzie dzieci porównują się już na placu zabaw, a rodzice prześcigają się w organizowaniu idealnych imprez, ale i tak zaczynam się zastanawiać, czy nie jestem po prostu "z tyłu".

"Twoja córka nie będzie miała co wspominać"
Wiesz, te wspomnienia zostaną z nimi na zawsze
– powiedziała Kasia, gdy oglądałyśmy zdjęcia z jej ostatniej imprezy. Na jednym z nich Tymek uśmiechał się szeroko, otoczony balonami i prezentami. Na drugim stał z grupą dzieci przed dmuchanym zamkiem. Pomyślałam o urodzinach, które sama organizowałam dla Hani w zeszłym roku. Były tańce w salonie, malowanie twarzy farbkami i zabawa w chowanego. Zdjęcia może nie wyglądały tak "instagramowo", ale śmiechu i radości było co niemiara.
Zaczęłam się jednak zastanawiać: czy moje dziecko będzie miało co wspominać? Czy kiedyś spojrzy na te zdjęcia i pomyśli: "Mogłam mieć coś lepszego"? Wiem, że Kasia nie mówiła tego złośliwie, ale jej słowa uderzyły mnie mocniej, niż chciałam to przyznać.
Presja rodziców czy potrzeby dzieci?
Kilka dni temu zapytałam Hanię, co najbardziej podobało jej się w zeszłorocznych urodzinach.
Tort w kształcie misia i jak graliśmy w berka z Zosią
– odpowiedziała z takim entuzjazmem, że nie mogłam się nie uśmiechnąć. Ani słowa o dekoracjach, ani o tym, że nie mieliśmy klauna czy wynajętego animatora.
Wtedy dotarło do mnie, że dzieci nie liczą pieniędzy. Nie obchodzi ich, ile wydałam na ich przyjęcie. Liczy się to, czy były szczęśliwe, czy czuły się kochane, czy spędziły czas z ludźmi, których kochają. To nie klaun ani dmuchany zamek tworzą wspomnienia – to śmiech, zabawa i czas spędzony razem.

Prawda jest taka, że to my, rodzice, często wpadamy w pułapkę "muszę zrobić więcej, lepiej, drożej". Widzimy, co robią inni, i czujemy presję, że musimy dorównać. Ale dzieci tego nie potrzebują. One potrzebują miłości, uwagi i chwili, kiedy mogą poczuć, że są w centrum uwagi – nie dlatego, że mają najdroższą imprezę w klasie, ale dlatego, że są ważne dla swoich rodziców.
Kiedy przypomnę sobie swoje własne urodziny z dzieciństwa, nie pamiętam, co jedliśmy ani jakie były dekoracje. Pamiętam to, jak się czułam – jak wyjątkowa, bo rodzice i rodzeństwo byli obok mnie i śmiali się razem ze mną. Chcę, żeby Hania pamiętała to samo.
Tort z miłością, a nie z katalogu
Nie zamierzam wydawać tysięcy na urodziny mojej córki. Nie dlatego, że nie mogę, ale dlatego, że uważam, że nie muszę. Zrobię tort sama, udekoruję mieszkanie balonami, a dzieci będą bawić się tak, jak będą chciały – bez planu, bez scenariusza, bez presji. I wiem, że Hania będzie szczęśliwa. Bo w jej oczach liczy się to, że jestem obok.
Dla każdego rodzica ważne jest, by jego dziecko było szczęśliwe. Ale szczęście nie zawsze mierzy się pieniędzmi. Czasem mierzy się prostymi gestami, które dzieci zapamiętają na całe życie.
Iwona