"Kiedy poznałem Alicję, byłem przekonany, że trafiłem na dziewczynę idealną. Piękna, błyskotliwa, ciepła – wszystko, czego szukałem. Ale z czasem jej troska przerodziła się w obsesję, a ja zacząłem czuć, jak coraz bardziej tracę siebie. Czy miłość może usprawiedliwić wszystko? Dziś już wiem, że nie".
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Zaczęło się jak w bajce
Alicję spotkałem na zjeździe znajomych ze studiów. Z początku nie zwróciłem na nią uwagi, ale kiedy w trakcie imprezy zaczęliśmy rozmawiać, poczułem, że coś mnie do niej przyciąga. Była elokwentna, zabawna, a do tego miała taką energię, która sprawiała, że chciało się przy niej być. Z każdym słowem wydawała mi się coraz bardziej interesująca.
Po imprezie to ona pierwsza napisała. Krótka wiadomość:
Cześć, świetnie mi się z Tobą gadało, może kiedyś to powtórzymy?
Byłem mile zaskoczony, bo w sumie to nieczęsto zdarza się, żeby dziewczyna tak otwarcie robi pierwszy krok. Szybko umówiliśmy się na kawę, potem na spacer. Każde kolejne spotkanie utwierdzało mnie w przekonaniu, że to jest to. W końcu zaproponowałem, żebyśmy spróbowali być razem. Alicja zgodziła się od razu, a ja myślałem, że jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi.
Przez pierwsze tygodnie wszystko było cudowne. Alicja była czuła, zabawna i zawsze starała się mnie wspierać. Nie ukrywam, że jej ogromne zainteresowanie moim życiem mi pochlebiało. Czułem się ważny i doceniony. Nie widziałem wtedy, że ta intensywność może mieć swoją cenę.

Wszystko musi być pod jej kontrolą
Problemy zaczęły się niewinnie. Pewnego wieczoru odebrałem telefon od mojej przyjaciółki z dzieciństwa, Natalii. Rozmawialiśmy może pięć minut, ale Alicja, która była wtedy u mnie, od razu zrobiła dziwną minę. „Kto to był?” – zapytała. Wyjaśniłem, że Natalia to tylko przyjaciółka i znamy się od podstawówki. Jej odpowiedź:
No ale wiesz, jak to jest z dziewczynami. Na pewno coś do ciebie czuje.
Zaśmiałem się wtedy, myśląc, że żartuje. Niestety, ona wcale nie żartowała. Jeszcze tego samego wieczoru zasugerowała, żebym ograniczył kontakt z Natalią, "żeby uniknąć problemów". Powiedziała to tak łagodnie, jakby naprawdę martwiła się o nasz związek. Postanowiłem nie robić z tego afery i pomyślałem, że może rzeczywiście dla spokoju warto trochę mniej pisać z Natalią. Nie wiedziałem jeszcze, że to dopiero początek.
Z czasem zaczęło być coraz gorzej. Alicja chciała wiedzieć, z kim spędzam czas i co dokładnie robię. Kiedy raz zapomniałem odpisać na jej wiadomość przez godzinę, zrobiła mi awanturę, że ją ignoruję.
Ktoś, kto kocha, nie milczy tak długo
– powiedziała, a ja wtedy uwierzyłem, że może faktycznie powinienem się bardziej starać.
Kiedyś Alicja zaproponowała, żebym usunął kilka koleżanek z moich profili.
To przecież nic wielkiego, a ja będę czuła się lepiej
– tłumaczyła. Na początku odmówiłem, ale tak długo mi to wypominała, że w końcu uległem. Potem przyszły zakazy wychodzenia z kumplami. Zawsze miała jakiś argument:
Nie musisz się z nimi spotykać, skoro mnie kochasz
albo
To nie są prawdziwi przyjaciele, tylko czekają, aż będziesz miał gorszy moment, żeby się od ciebie odwrócić.
Najgorsze było to, że powoli zaczynałem wierzyć w to, co mówi. Odciągnęła mnie od znajomych, od hobby, które kiedyś uwielbiałem. Zawsze znajdowała sposób, żeby zmienić moje plany: "Spędźmy ten wieczór razem" albo najmocniejsze
Przecież nie potrzebujesz nikogo, masz mnie.

Ostateczny cios zadała, gdy dostałem zaproszenie na wieczór kawalerski kumpla.
Nie sądzisz, że takie imprezy są trochę poniżej twojego poziomu?
– zapytała, a potem zrobiła taką scenę, że dla świętego spokoju powiedziałem, że nie pójdę.
Miłość może zranić
Pewnego wieczoru uświadomiłem sobie, że od dawna nie robię rzeczy, które sprawiają mi radość. Nie spotykam się z przyjaciółmi, nie gram na gitarze, nie jeżdżę na rowerze. Wszystko podporządkowałem Alicji, a ona i tak zawsze znajdowała powód, żeby być niezadowoloną.
Gdy w końcu zdobyłem się na rozmowę, usłyszałem, że jestem niewdzięczny.
Ja tylko chcę, żebyś był najlepszą wersją siebie
– powiedziała. Ale czy najlepsza wersja mnie to ktoś, kto boi się podejmować własne decyzje?
Nie wiem, co dalej robić. Kocham ją, ale czuję, że tracę samego siebie. Póki co miłość zawsze oznacza kompromis, czy czasem trzeba po prostu odejść, żeby ocalić siebie.
Krzysiek