"Tomek obiecał, że 'to tylko chwilowe' i że jego córka Julka będzie u nas tylko na jakiś czas, dopóki nie ustabilizuje swojej sytuacji. Potem wyjechał do Niemiec 'za pracą', a my zostaliśmy z wnuczką na głowie. Minęło pół roku, Julka nie zmierza wracać do siebie, a my ledwo sobie z nią radzimy. Ciągle robi, co chce, a nasze życie powoli zamienia się w koszmar".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Syn wyjechał, a my zostaliśmy z jego córką na głowie
Po rozwodzie opieka nad 15-letnią Julką przypadła naszemu synowi Tomkowi. To on miał lepiej płatną pracę, a dodatkowo Julia nie dogadywała się ze swoją matką. Przez chwilę wydawało się, że jakoś to się ułoży; że Tomek i Jula stworzą sobie razem fajny, nowy dom. Ale szybko dowiedzieliśmy się, że nasz syn ma inne plany. Bez zbędnych pytań oznajmił, że wyjeżdża do Niemiec, bo tam jego firma ma fajniejsze, lepiej płatne projekty. Zostawił nam Julkę pod opieką, obiecując, że wróci za kilka miesięcy. No i się zaczęło. Mijały tygodnie, a sytuacja tylko się pogarszała.
Minęło już pół roku, Tomka dalej nie ma, a Julka urządziła sobie życie w naszym domu, jakby to był hotel. Na początku ustaliliśmy wprawdzie, że "będzie się starać", żale to były tylko słowa. Teraz ledwo potrafimy z nią wytrzymać.

Julka traktuje nas jak służących
Julka ma dopiero piętnaście lat, ale czasem zachowuje się, jakby była dorosła. Zrobiła w pokoju totalny bałagan: ubrania leżą gdzie popadnie, a resztki po jedzeniu zostawia wszędzie, tylko nie w kuchni. A ż się boimy kwestii higienicznych... Naprawdę jej pokój wygląda, jakby przeszedł przez niego huragan, ale ona twierdzi, że "to jej przestrzeń" i mamy się nie wtrącać. Próbowaliśmy ustalać zasady, ale ona ma je kompletnie w nosie.
Nie będziesz mi mówić, co mam robić. Nie jesteś moim rodzicem. Ja znam inne zasady i według nich żyją
– powiedziała do mnie, kiedy próbowałam jej wyjaśnić, że musi po sobie sprzątać.
Każdy posiłek to walka, bo jedzenie jej nie smakuje, kręci nosem i rzuca mi spojrzenia pełne pogardy. Czuję się u siebie w domu jak gość, a ona żyje, jakby była udzielną królową.

Syn mówi, że to tylko bunt, ale ile my jeszcze mamy wytrzymać
Kiedy dzwonimy do Tomka i próbujemy powiedzieć, że sytuacja jest dla nas nie do zniesienia, on tylko prycha lekceważąco przez telefon.
Mama, to tylko bunt, wiesz jaka jest młodzież. Ułoży się
– mówi, jakby to była jakaś drobnostka. Ale my widzimy to zupełnie inaczej. Z dnia na dzień jesteśmy coraz bardziej zmęczeni, a Julka z dręczenia i traktowania nas z góry wydaje się czerpać jakąś dziwną satysfakcję.
Zaczynamy się przez to kłócić z mężem. On uważa, że powinniśmy być bardziej stanowczy, ja próbuję podejść do Julki łagodniej, bo to w końcu nasza wnusia, ale żaden sposób nie działa. Mam wrażenie, że ona tylko czeka na moment, kiedy między nami się zaogni, żeby jeszcze bardziej podkręcić atmosferę.
Każdy dzień z Julką to jak balansowanie po linie. Zamiast wieść spokojne życie emerytów, czujemy się jak opiekunowie rozkapryszonej księżniczki rodem z horrorów: dziecka, które uważa, że może robić wszystko, na co ma ochotę. Julka kompletnie nas ignoruje. Jest tak źle, że nawet ja zaczynam tracić cierpliwość i poważnie myślę, czy nie zadzwonić do Tomka i powiedzieć mu, że czas wracać. Miał zająć się swoją córką, a zostawił ją nam bez pytania, jakby to był oczywisty obowiązek dziadków.
Halina