"Serce mi się kraje, gdy widzę, co zrobiła Marzena, moja synowa, po śmierci swojego ojca. Od zawsze miała lekki dystans do naszej wiary, ale nigdy nie myślałam, że pozwoli sobie na coś takiego. Zamiast urządzić tacie godny pogrzeb, postanowiła zaoszczędzić na wszystkim. W efekcie było krótkie pożegnanie w kaplicy cmentarnej, bez mszy, jakby to był jakiś formalny obowiązek do odhaczenia. Jej ojciec chyba przewraca się w grobie".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Synowa nigdy mnie nie przekonała do siebie
Mam jednego syna, Tomka, i szczerze mówiąc, żal mi patrzeć, z kim ułożył sobie życie. Może zabrzmi to ostro, ale zawsze myślałam, że stać go było na kogoś lepszego. Na początku Marzena wydawała się sympatyczna – była pełna energii, pewna siebie, wszędzie jej było pełno. Pomyślałam, że może dobrze wpłynie na tego mojego spokojnego Tomka, doda mu trochę odwagi i tej jej energii życiowej.
Ale z czasem zaczęłam widzieć, że Marzena to przede wszystkim taka osoba, która zawsze musi postawić na swoim. Zaczęła się rządzić nawet w naszym domu, narzucać swoje zdanie, przekonywać wszystkich do swoich "nowoczesnych" poglądów. Kiedyś posprzeczałyśmy się o sprawy związane z kościołem – dla niej to wszystko było mało istotne, a ja nie potrafiłam tego zrozumieć.
Mama zawsze była osobą głęboko wierzącą. Całe życie żyła według tradycji. Ale czasy się zmieniają, a ja mam inne podejście. Liczy się dla mnie praktyczność, nie rytuały
– powiedziała mi kiedyś Marzena.

Oszczędności na pogrzebie ojca
Marzena pochodzi z porządnej rodziny, a jej ojciec, pan Stefan, był naprawdę dobrym człowiekiem. Wszyscy go bardzo lubili – miał ciepłe, spokojne usposobienie, szanował ludzi. Niestety, zmarł nagle, co było dla nas wszystkich ogromnym szokiem. Współczuję Marzence, bo stracić ojca to wielka strata, ale sposób, w jaki postanowiła go pożegnać, kompletnie mnie załamał.
Zamiast zrobić dla ojca porządną, godną uroczystość, postanowiła wszystko załatwić jak najtaniej. Było szybkie pożegnanie w kaplicy cmentarnej, bez mszy. Powiedziała mi, że nie ma sensu czekać na wolny termin na mszę, bo to tylko niepotrzebne koszty i przedłużanie całej sprawy. Zatkało mnie: jak można tak potraktować człowieka, który poświęcił całe życie na troskę o rodzinę.
Nie chodzi mi o jakieś formalności. Tata by tego nie chciał. On sam nie lubił przepychu i nie chciałby, żebyśmy wydawali na to fortunę
- tłumaczyła mi Marzena.

Gdyby pan Stefan wcześniej nie zadbał o miejsce na cmentarzu, to mam wrażenie, że Marzenka pochowałaby go byle gdzie - znowu żeby tylko zaoszczędzić. Jej podejście do całej sprawy sprawia, że czuję ogromny smutek i rozczarowanie. Całe życie myślałam, że może nie jest osobą religijną, ale przynajmniej ma szacunek do tradycji i pamięci o bliskich. Teraz widzę, że chyba się myliłam.
Dla mnie ten pogrzeb to nie tylko formalność. To moment, w którym powinniśmy oddać hołd osobie, która odeszła. Ale Marzena widzi to zupełnie inaczej – dla niej liczy się tylko, żeby wszystko było "praktyczne" i szybkie. W takich chwilach naprawdę widać różnice między nami. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumie, jak bardzo mnie to zabolało, ale obawiam się, że ona po prostu nie rozumie, co to znaczy prawdziwy szacunek dla zmarłych.
Barbara, 67 lat