"W moim domu rodzinnym panowała sprawiedliwość: każdy miał swoje obowiązki, a nikt nikomu nie usługiwał, bo niby z jakiej racji? Tata robił kolację dla całej rodziny, a mama nie biegała z talerzem za nikim. Tymczasem, odkąd po ślubie zamieszkaliśmy u teściów, teściowa nieustannie wypomina mi, że nie zajmuję się jej dorosłym synem tak jak należy. Rafał ma 35 lat, ale według niej powinien mieć wszystko podane pod nos".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Wiedziałam, że łatwo nie będzie
Już przed ślubem wiedziałam, że życie z Rafałem to będzie wyzwanie. Zakochałam się, ale nie oszukujmy się – od początku było jasne, że jest mocno przywiązany do swojego "królewskiego" wychowania. Raff jest przyzwyczajony, że wszystko robi się za niego, a ja wychowałam się w domu, gdzie każdy dbał o siebie i o innych, ale za to nikt nikomu nie usługiwał. Jak mieszkaliśmy osobno, to się jakoś dogadywaliśmy, ale po ślubie zdecydowaliśmy, że na jakiś czas wprowadzimy się do jego rodziców, żeby trochę zaoszczędzić na własne mieszkanie.
Na weselu teściowa niby pół żartem, pół serio rzuciła, że "będzie mnie obserwować". Wtedy tylko się uśmiechnęłam, ale teraz wiem, że ona naprawdę traktuje to jak misję.
canva.com
U teściów mężczyźni to "królowie", ale kobiety już nie
Od momentu, kiedy wprowadziliśmy się do teściów, moje życie to codzienne zderzenie z ich zasadami. Kiedy teść wraca z pracy, teściowa dosłownie biegnie po jego kapcie i podaje mu je pod nogi. Obiad zawsze ma gotowy, podany pod sam nos, a porcje przygotowane tak, żeby teść "miał odpowiednią ilość witamin i kalorii". I tego samo oczekuje ode mnie jako żony jej syna – że będę Rafałowi gotować, podawać, a potem jeszcze sprzątać po nim.
Ja też pracuję, często zarabiam więcej od Raffa, ale teściowa zupełnie to ignoruje. Według niej to ja powinnam dbać o to, żeby "jej syn" miał wszystko, co najlepsze. Czasem naprawdę mam wrażenie, że ona w ogóle nie rozumie, na czym polega partnerski związek.
Olivia, kobieta powinna troszczyć się o męża, żeby czuł się kochany i doceniany. Nie zapominaj, że mężczyźni potrzebują tej kobiecej opieki, żeby mogli skupić się na pracy i zarabianiu
– powtarza mi z poważną miną.
Słysząc takie teksty mam ochotę uciec z tego domu - nie chcę żyć jak służąca w relacji, która powinna opierać się na wzajemnym wsparciu, a wygląda jak rodem wyjęta z XIX-wiecznych opowiastek.
canva.com
Teściowa wisi nade mną przy każdym posiłku
Kiedy gotuję obiad, teściowa praktycznie nie opuszcza kuchni. Pilnuje, żebym Rafałowi podała jedzenie na stół, nakłada mu dokładnie odmierzone porcje i tłumaczy mi, co powinnam mu przygotować, żeby "dobrze zjadł". Rafcio oczywiście nie musi się martwić o sprzątanie po posiłku, wyrzucanie śmieci czy nawet wyprowadzanie psa – to wszystko, według jego mamy, powinno spoczywać na mnie.
Nie raz usłyszałam, że nie dbam o jej syna tak, jak ona by chciała. Niby wszystko jest "dla jego dobra", a ja tylko zaciskam zęby, bo przecież dorosły facet nie potrzebuje matczynej opieki w takiej formie.
Olivko, czasem wydaje mi się, że w ogóle nie rozumiesz, co to znaczy dbać o mężczyznę. Kobieta powinna pilnować, żeby mąż miał czysto, smacznie zjadł i czuł się doceniony. To podstawa dobrego małżeństwa - popatrz na mnie i na Józia
– mówi, patrząc na mnie z wyrzutem.
No cóż, może jej zdaniem, ale ja mam inną wizję związku. Dla mnie małżeństwo to partnerstwo, a nie rola kelnerki, sprzątaczki oraz praczki.
Nie chcę wychować syna na "księcia" jak Rafał
Jeśli mam być szczera, w ogóle nie chciałabym, żeby mój przyszły syn wyrósł na takiego "księciunia", który oczekuje, że kobieta zajmie się wszystkim za niego. Patrząc na Rafałą i jego rodzinę, mam wrażenie, że jestem w domu z innej epoki. Raff, który niby wcześniej rozumiał potrzebę dzielenia obowiązków, teraz znów wszedł w rolę "synusia", który nic nie musi, bo mama i żona zajmą się wszystkim.
Wiem, że jeśli szybko się nie wyprowadzimy, to nasze małżeństwo długo nie przetrwa. Kocham Rafała, ale zaczynam tracić cierpliwość. Codzienne spięcia o drobiazgi i uwagi teściowej sprawiają, że coraz częściej myślę, czy warto się w to w ogóle angażować. Czasem mam ochotę odpuścić i zacząć robić to, czego oczekuje teściowa – gotować, sprzątać, podawać Rafałowi obiad jak w restauracji. Ale wiem, że to nie ja. Nie chcę całe życie robić rzeczy wbrew sobie, tylko po to, żeby zadowolić kogoś, kto nigdy nie zrozumie, że można żyć inaczej.
Olivia