"Wiem, że każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej, ale czasami mam wrażenie, że moja synowa trochę przesadza. Zamiast korzystać ze sprawdzonych produktów dla dzieci, które są dostępne w każdym sklepie i które są idealnie zbilansowane, gotuje wnuczce sama. I to nie tak, że nie doceniam jej wysiłku, ale czy naprawdę wszystko, co ugotuje w domu, jest zdrowe i odpowiednie dla takiego malucha - nie mówiąc już o smaków, bo synowa delikatnie mówiąc do wybitnych kucharek nie należy".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Synowa gotuje, a ja się martwię o jakość i smak
Moja wnuczka ma niespełna rok i jest naprawdę urocza. Słodka, zawsze uśmiechnięta, pełna energii. Kiedy jestem z nią na spacerze, ludzie się zatrzymują, żeby powiedzieć, jaka jest śliczna. To dla mnie ogromna radość widzieć ją taką szczęśliwą. Ale od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy wszystko, co dostaje do jedzenia, jest dla niej naprawdę dobre.
Synowa postanowiła gotować dla niej sama. Od początku mówiła, że chce, żeby wnuczka jadła tylko świeże, domowe posiłki.
Chcę, żeby wszystko było naturalne i zdrowe. Wszystko lepsze od fabrycznych mieszanek
– mówiła. Ale ja nie jestem przekonana, czy to jest naprawdę najlepsza opcja. Bo skąd ona wie, czy warzywa, które kupuje, są na pewno ekologiczne i bez chemii; czy mięso, które wybiera, jest odpowiednio przebadane?

Słoiczki są pewniejsze, bo ktoś to sprawdza
Zawsze byłam zwolenniczką gotowych posiłków dla dzieci. Przecież to nie są byle jakie słoiczki z przypadkowymi składnikami. To są produkty tworzone specjalnie dla dzieci, zbadane, odpowiednio zbilansowane, z najlepszych składników. Każdy słoik ma dokładnie opisany skład, wiadomo, co się w nim znajduje i od którego miesiąca życia można go podać. No i odpowiednie instytucje zawsze kontrolują proces ich przygotowania.
Wolę wiedzieć, co wnuczka je, niż zastanawiać się, czy te marchewki, które synowa gotuje, są rzeczywiście zdrowe. O smaku już nie mówiąc
– mówiłam synowi. Ale oni oboje trzymają się swojej wersji. Synowa gotuje, blenduje, robi wszystko sama: sama kupuje składniki, sama je doprawia, teraz dodatkowo bez soli czyli bez smaku. I o ile to ładnie brzmi, to przecież nikt nie kontroluje tego jedzenia. Słoiczki mają certyfikaty, są przebadane, a domowe jedzenie - no cóż, można tylko wierzyć, że jest dobre.
To, co gotuje synowa, nie zawsze wygląda apetycznie i nie zawsze dobrze smakuje
Ostatnio, kiedy byłam u nich na obiedzie, synowa przygotowywała obiad dla wnuczki. Ugotowała jakąś kaszkę z warzywami, dodała mięso, które sama zmieliła. I patrzyłam, jak to wszystko podaje małej. Może jestem staroświecka, ale to wyglądało mało apetycznie. Mała zjadła parę kęsów, a resztę zaczęła wypluwać. Widać było, że jej to nie smakuje. Synowa oczywiście zaczęła ją zachęcać do jedzenia, ale mała nie była zainteresowana.
Widzisz, ona woli gotowce, tam przynajmniej smaki są dopracowane, a nie takie bez soli, bez cukru, bez smaku
– powiedziałam później synowi, gdy synowa nie słyszała. Bo taka prawda. Gotowe słoiczki są przygotowane przez specjalistów, mają odpowiednie proporcje smaków i składników odżywczych. Nie musisz się martwić, czy dziecku coś nie zaszkodzi, czy dostaje wystarczająco dużo witamin.

Ekologia nie zawsze oznacza zdrowie
Synowa mówi, że kupuje warzywa i owoce z ekologicznych gospodarstw. Ale czy to naprawdę ma znaczenie: słoiczki są tworzone z produktów dokładnie sprawdzonych i certyfikowanych. A co, jeśli to "eko" jedzenie, które ona kupuje, jest tylko hasłem reklamowym, a w rzeczywistości nie różni się niczym od tych tańszych produktów z supermarketu...
Nie mówię, że to złe, że synowa chce gotować sama, ale niech korzysta z pewnych źródeł. Czasami wystarczyłoby po prostu zaufać temu, co jest już tradycją. Słoiczki to wygoda, ale przede wszystkim bezpieczeństwo.
Czasem lepiej zaufać sprawdzonym rozwiązaniom
Na koniec dnia, każdy rodzic decyduje, jak karmić swoje dziecko. Ale ja, jako babcia, czuję, że powinnam zwrócić uwagę na to, co wnuczka je. Chciałabym, żeby synowa przestała traktować gotowe posiłki jak coś gorszego.
To są zbilansowane, zdrowe produkty, które przeszły rygorystyczne testy
– powtarzam im co jakiś czas, ale oni trzymają się swojego. A mnie tylko wnusi i jej kubków smakowych szkoda.
Mam nadzieję, że z czasem zrozumieją, że czasem lepiej zaufać sprawdzonym rozwiązaniom niż eksperymentować na własną rękę. W końcu chodzi o zdrowie wnuczki, a to jest dla mnie najważniejsze.
Zatroskana babcia Mira