"Mój syn chodzi teraz do siódmej klasy. Zawsze mówiłam mu, żeby skupił się na tym, co go naprawdę interesuje, a resztę przedmiotów zaliczał tak zwyczajnie, bez zbędnego wysiłku. Ale patrząc na to, co teraz się dzieje, zaczynam się zastanawiać, czy na poziomie ostatnich klas szkoły podstawowej w ogóle jest jeszcze miejsce na rozwijanie pasji. Od kiedy zaczęła się szkoła, zniknął mi w pokoju z nosem w książkach, a przecież nigdy wcześniej nie miał z nauką większych problemów".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Kiedyś było inaczej
Jak sobie przypomnę, jak to było, kiedy sama byłam w szkole, to aż trudno mi uwierzyć, że dziś jest tak bardzo inaczej. Wtedy wystarczyło wrócić do domu, zjeść obiad i można było wyluzować z przyjaciółmi. Odrabianie lekcji nie zajmowało mi całego popołudnia, a kartkówki jakoś się zaliczało bez wielkiego stresu.
Przyznam, że nigdy nie byłam najlepszą uczennicą, ale to też nie było aż takie ważne. Jak mówiłam:
Czytałam notatki przed snem, a rano byłam gotowa. Nikt mnie nie cisnął, żeby uczyć się godzinami, i nie miałam poczucia, że coś mi grozi, jak czegoś nie zapamiętam. Zaliczałam przedmioty, i tyle.
I faktycznie, nie uczyłam się rzeczy, które wydawały się kompletnie bez sensu. Oczywiście były przedmioty, które mnie nudziły, ale nie miałam wrażenia, że każdy dzień w szkole to wyścig z czasem i stresem.

A teraz wszystko się zmieniło
Teraz, gdy patrzę na mojego syna, zastanawiam się, co się właściwie stało. Wraca do domu zmęczony, siada do nauki i w zasadzie przestaje istnieć dla świata. Plecak pełen książek, do tego dodatkowe materiały i zadania, których nie sposób ogarnąć w jeden wieczór. Niby nie uczę się razem z nim, ale widzę, że nie ma chwili na odpoczynek.
Słyszę, jak mówi:
Mamo, jutro kolejna kartkówka, a ja nawet nie wiem, czy zdążę się tego wszystkiego nauczyć. Nic innego nie robię, tylko siedzę z nosem w książkach, a i tak boję się, że nie zdążę.
Żal mi go, bo przecież ma dopiero 13 lat, a już wygląda, jakby był zmęczony całym życiem. Powinien mieć czas na spotkania z kolegami, jakieś gry, zdecydowanie sport. Zamiast tego zamyka się w pokoju na długie godziny, żeby tylko nie dostać jedynki.
Nie chodzi o to, żeby mieć same szóstki, mamo. Ja po prostu chcę przejść dalej w miarę pozytywnie, ale jest tego tak dużo, że ledwo daję radę.
Tak mi mówi, a ja czuję, jak to wszystko go przytłacza.

Więcej ale nie mądrzej
Mam wrażenie, że polska szkoła stawia dzieci w dziwnej sytuacji, gdzie nie ma miejsca na oddech. Zamiast rozwijać swoje talenty i pasje, muszą uczyć się wszystkiego naraz, nawet tego, co nigdy im się nie przyda: rodzaje gór na geografii, drobiazgowa budowa mikroskopu na biologii, na polskim lektury stare jak świat - na co to i komu ma się kiedyś przydać?. Mój syn kocha informatykę, ale nie wiem, kiedy ostatnio miał czas, żeby na spokojnie posiedzieć przy komputerze i robić coś, co go naprawdę interesuje.
Zaczynam poważnie zastanawiać się nad tym, czy ten system nie robi więcej szkody niż pożytku"
Szkoła zabiera mi cały czas, mamo. Gdyby nie te wszystkie sprawdziany, mógłbym wreszcie zająć się czymś, co naprawdę mnie interesuje.
Nie jestem typem matki, która każe dziecku uczyć się na piątki i szóstki. Zawsze mówiłam, że ważniejsze są pasje, a nie jakieś wzory chemiczne, które nigdy nie będą potrzebne w codziennym życiu. A jednak to wszystko coraz bardziej wygląda tak, że edukacja stała się wyścigiem, w którym nie ma zwycięzców, tylko coraz bardziej zmęczone dzieci.
Szczerze: nie wiem, co będzie dalej. Jeśli już teraz mój syn wygląda na wyczerpanego i zestresowanego, to co go czeka w kolejnej klasie, kiedy dojdzie przygotowanie przed egzaminem końcowym. Mam nadzieję, że to się jakoś zmieni, że szkoła przestanie być taką presją. Póki co, widzę, jak ta sytuacja odbiera mu radość z życia.
Czasem sobie myślę, że może lepiej byłoby gdzieś wyjechać. Są przecież kraje, gdzie edukacja jest bardziej nastawiona na rozwijanie zainteresowań, a nie na wieczne przygotowywanie się do kolejnych sprawdzianów. Mój syn na pewno by tam lepiej się czuł, bo tu traci siły na rzeczy, które nie mają sensu.
Póki co jednak zostajemy tu, a ja patrzę, jak z dnia na dzień szkoła powoli odbiera mu dzieciństwo.
Ilona