"Przede wszystkim pragnę zaznaczyć, że kocham moją żonę i wiele w niej cenię. Jest inteligentna, zabawna i pełna energii. Jednak w naszym wspólnym życiu pojawił się problem, który z każdym dniem staje się coraz trudniejszy do zignorowania. Chodzi o to, że moja żona nie lubi, ani sprzątać, ani gotować".
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Mojej żonie nie przeszkadza bałagan
Po pierwsze, chciałbym zacząć od kwestii sprzątania. Nasz dom wygląda, jakby regularnie przechodził przez niego huragan. Mimo że oboje pracujemy, ja staram się znaleźć czas na utrzymanie porządku – odkurzam, zmywam naczynia, staram się, żeby przestrzeń, w której żyjemy, była schludna i przyjazna. Niestety, moja żona ma zupełnie inne podejście. Nie tylko nie przykłada wagi do czystości, ale wręcz zdaje się jej to nie przeszkadzać. Ubrania porozrzucane po całym domu, brudne naczynia piętrzące się w zlewie, bałagan na każdym kroku. Czasem mam wrażenie, że nie dostrzega tego, jak niekomfortowo czuję się w takim środowisku.
Nie chodzi o to, że oczekuję, aby wszystko zawsze było idealnie uporządkowane. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi i czasem każdy może sobie pozwolić na odrobinę chaosu. Ale kiedy staje się to normą, a próby rozmowy na temat sprzątania kończą się stwierdzeniem „nie mam na to czasu” lub „to nie takie ważne”, zaczynam się frustrować. Chciałbym, abyśmy jako para dzielili się obowiązkami domowymi. Jednak to, że praktycznie całe utrzymanie porządku spada na mnie, sprawia, że czuję się obciążony i niedoceniony. Mam prawo czuć się dobrze we własnym domu, a nie być tym, który wiecznie sprząta po innych.

Żona woli zamawiać jedzenie, niż gotować
Drugą, równie poważną kwestią, jest gotowanie. Moja żona nie przepada za gotowaniem i rzadko angażuje się w przygotowanie posiłków. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy muszą być pasjonatami gotowania, ale problem polega na tym, że nawet codzienne, proste potrawy są dla niej udręką. Większość dni to ja wracam do domu i zastanawiam się, co dziś zjeść. Chociaż lubię gotować od czasu do czasu, nie jest to coś, co chciałbym robić codziennie, zwłaszcza po długim dniu pracy. Kiedy pytam, dlaczego nie moglibyśmy dzielić się tym obowiązkiem, słyszę zwykle wymówkę, że „gotowanie to strata czasu”, albo że „zawsze możemy zamówić coś na wynos”.
Rozumiem, że w dzisiejszych czasach wiele osób korzysta z zamówień jedzenia, ale codzienne jedzenie na wynos jest nie tylko kosztowne, ale także mało zdrowe. Chciałbym, abyśmy mogli wspólnie zadbać o nasze posiłki, ale z jej strony nie widzę ani chęci, ani inicjatywy. Nawet kiedy staram się zasugerować wspólne gotowanie – co mogłoby być przyjemną formą spędzania czasu razem – moja żona szybko traci zainteresowanie.
To, co najbardziej mnie boli, to brak zrozumienia i współpracy. Wspólne życie to nie tylko miłość i romantyzm, ale także codzienne obowiązki, które powinny być dzielone. Nie chodzi o to, żeby jedno z nas było obarczone większą ilością pracy, ale żebyśmy jako partnerzy wspierali się w tych zadaniach. Czasami czuję, że moja żona kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo wpływa to na nasze małżeństwo. Z każdym dniem narasta we mnie poczucie zmęczenia i rozczarowania.
Piotrek