"Poczułam się, jakbym poszła na randkę sama ze sobą. Mariusz przejawiał zerową inicjatywę, nawet nie spojrzał w kartę dań, i nic mi nie zaproponował do jedzenia. A dzień wcześniej sam sugerował, że udało mu się zamknąć ważny projekt. Zażartował, że stać go na kolację".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Umówiłam się na randkę z mężczyzną poznanym przez internet
Mariusza poznałam trzy miesiące temu przez internet. Od razu zwrócił moją uwagę. Na tle innych facetów, którzy wysyłali mi wiadomości przez portal randkowy, Mariusz bardzo się wyróżniał na plus.
Fajnie nam się razem pisało. On dał się poznać jako inteligenty, ambitny mężczyzna, z wyższym wykształceniem. Opowiadał mi o sobie i swoich życiowych planach w bardzo ciekawy sposób. Z mojej strony od razu "pyknęło". Mariusz zdecydowanie miał coś w sobie, potrafił wzbudzić zainteresowanie.
Postanowiłam dać mu zielone światło, mimo że był ode mnie o 10 lat starszy. Zresztą, to też przemawiało na jego korzyść. Spodziewałam się dojrzałego mężczyzny, świadomego i umiejącego się zachować.
Wizualnie też mi się spodobał, zarówno na portalu, jak i na żywo. W zeszłym tygodniu umówiliśmy się na kolację i wciąż nie mogę ochłonąć po tym spotkaniu.

Mariusz zabrał mnie do restauracji i nie zamówił nic do jedzenia
Umówiliśmy się na godzinę 18. Po pracy wskoczyłam tylko na godzinkę do domu, przebrałam się, zrobiłam na bóstwo i pojechałam w umówione miejsce spotkania.
Gdy rozmawialiśmy rano i Mariusz potwierdził wieczorną randkę, zwrócił też uwagę na menu. Ucieszył się, że w lokalu, który wybrał, są fajne dania mięsne. Przy takim postawieniu sprawy stwierdziłam, że skoro i tak będę w restauracji, to bez sensu po pracy jeść obiad w domu. Nawet nie miałabym na to czasu, ledwo się wyrobiłam.
Mariusz już na mnie czekał przy stoliku. Wyglądał świetnie. Okazało się, że zdążył już zamówić dwie kawy z mlekiem. W sumie ucieszyłam się, że pamiętał, jaką kawę lubię najbardziej.
Myślałam, że zaraz zamówimy coś do jedzenia, ale Mariusz w ogóle się tym nie zainteresował. Nawet nie spojrzał na menu. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam, czy będzie coś zamawiał do jedzenia, ale on pokręcił głową i stwierdził, że już jadł.

Wróciłam głodna i zmarznięta
Mariusz nie zaproponował mi przy tym, że jeśli chcę, to mogę sobie coś zamówić. Przejawiał zerową inicjatywę. A dzień wcześniej sam sugerował, że udało mu się zamknąć ważny projekt. Zażartował, że stać go na kolację. Poczułam się niezręcznie, bo nie chciałam zrobić złego wrażenia. A nie wyglądałoby to fajnie, gdybym ja pałaszowała obiad, a on siedział naprzeciwko przy pustej szklance po kawie. Jakbym była na randce sama ze sobą.
Nie liczyłam na darmową ucztę, ale zwyczajnie byłam głodna po całym dniu. W dodatku siedzieliśmy na patio restauracji i trochę tam wiało. Po godzinie zmarzłam i marzyłam już tylko, żeby wrócić do swojego mieszkania. Nie nastała nawet godzina 20, a ja pożegnałam się i wyszłam. Jeszcze po drodze zamówiłam pizzę z dostawą do domu.
Mariusz, jak się okazało, był zadowolony z randki i już kilka razy pytał, kiedy widzimy się ponownie. Tym razem zaproponował spacer po parku. A ja nie wiem, co mu odpisać.
Po tej pierwszej randce mam poczucie, że trafiłam na faceta, który mimo wszystkich swych zalet nie potrafi zaopiekować się swoją partnerką. Albo jest biedny jak mysz kościelna, albo wygodny i krótkowzroczny, skoro nawet nie pomyślał o mnie, siedząc naprzeciwko przy stoliku.
Paulina, 31 lat