"Gdy moja przyjaciółka wyjedzie na urlop albo ma nowego chłopaka, od razu wszyscy nasi znajomi o tym wiedzą i widzą, jacy są piękni i spełnieni w życiu. Aż do rozstania, oczywiście. Siostra mojego męża z kolei nie odhaczy dnia, jeśli nie wrzuci jakiejś słodkiej scenki z ich życia rodzinnego. A u mnie na ścianie pusto, żadnej prywaty".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Moja przyjaciółka chwali się swoim życiem prywatnym w necie
Z Agatą znam się od maleńkości. Nasze mamy razem chodziły na spacery, gdy my kwiliłyśmy jeszcze w wózkach. Potem poszłyśmy razem do podstawówki i liceum. Zaprzyjaźniłyśmy się na dobre i złe. Nie rozchwiał naszej przyjaźni żaden facet, choć bywało, że wzdychałyśmy do tego samego. Ale oni odchodzili, a my zostawałyśmy.
Ostatnio jednak mam wrażenie, że moja dawna Agata, którą znałam od zawsze, gdzieś się zagubiła. Odkąd zachłysnęła się prowadzeniem swoich kont w mediach społecznościowych, poświęca na to każdą wolną chwilę. Nie muszę się z nią spotykać na kawę, żeby dowiedzieć się, co robiła i gdzie była. Wszystko jest w necie.
Gdy moja przyjaciółka wyjedzie na urlop albo ma nowego chłopaka, od razu wszyscy nasi znajomi o tym wiedzą i widzą, jacy są piękni i spełnieni w życiu. Aż do rozstania, oczywiście. Jak się pokłóci z chłopakiem, to też pisze na publicznych grupach i prosi o rady, a przecież każdy może to przeczytać. Ale gdy związek nie przetrwa próby czasu, Agata przychodzi do mnie i mi wypłakuje się w rękaw.
Nieraz jej mówiłam, żeby przystopowała z tym chwaleniem się swoim szczęściem w necie, bo zazwyczaj nic dobrego to nie przynosi. Kiwała głową ze zrozumieniem, a potem i tak robiła swoje. Odpuściłam w końcu - przecież to jej życie. Jak jej ani obecnemu chłopakowi to nie przeszkadza, niech sobie żyją, jak chcą. Oni będą zbierać owoce.
canva.com
A ja wolę, jak mi nikt nie zagląda do życia
Agata to przykład, który jest mi szczególnie bliski. Ale osób, które prowadzą jakby otwartą dla publiczności kronikę swojego życia, jest wśród mojej rodziny i znajomych znacznie więcej. Do mnie to jakoś w ogóle nie trafia. Mam męża, dwóch synów, fajną pracę i dach nad głową. Nie potrzebuję, by ktoś bił mi z tego powodu brawo. Nie mam chęci, by chwalić się swoimi prywatnymi sprawami albo roztrząsać problemy.
Siostra mojego męża z kolei nie odhaczy dnia, jeśli nie wrzuci jakiejś słodkiej scenki z ich życia rodzinnego. A u mnie na ścianie pusto, żadnej prywaty, żadnego bombelka ani mężusia w kąpielówkach nad jeziorem.
Znajomi dziwią się, czemu nie wrzuciłam żadnej relacji z urlopu w Egipcie, za to podrzucam jakieś długie i poważne artykuły, ciekawostki albo nekrologi. Nuda. Chociaż raz bym się mogła pochwalić, gdzie byliśmy, jacy wróciliśmy opaleni i jacy duzi są już Michał i Arek.
A ja tylko uśmiecham się pod nosem i odpowiadam:
Przecież szczęście lubi ciszę.
Ewa