"Mój syn, który ma 22 lata wciąż mieszka u nas w domu. Rozumiem, że czasy się zmieniają, że młodzież ma teraz inne podejście do życia, ale przyznajmy szczerze – 22 lata to już chyba czas, żeby dorosły człowiek wziął się w garść i poszedł na swoje".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Prześlij swoją historię na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
22-letni syn wciąż u nas mieszka
Mój syn Wojtek jest w porządku chłopakiem. Skończył szkołę, pracuje dorywczo, ale jak na mój gust to mógłby już przestać mieszkać z rodzicami i w nieskończoność korzystać z naszego wsparcia. W jego wieku ja już miałam swój dom, pracowałam na pełny etat i wiedziałam, że nie mogę wiecznie liczyć na rodziców. A teraz wszystko podane na tacy – jedzenie, pranie, sprzątanie. Wojtek to dobry chłopak, nie powiem, ale mógłby wreszcie pomyśleć o swoim życiu.
Najbardziej mnie denerwuje to, że on w ogóle nie wydaje się być zainteresowany wyprowadzką. Nie mówi nic o planach na przyszłość, nie myśli o wynajmie mieszkania, ani o budowaniu własnego życia. Cały czas tłumaczy się tym, że czasy są trudne, że ceny mieszkań wysokie, że ciężko o dobrą pracę. Jasne, rozumiem, że łatwo nie jest, ale przecież nie można wiecznie siedzieć u mamy i taty. Przypuszczam, że wielu rodziców ma ten sam problem. W dzisiejszych czasach młodzi ludzie nie czują potrzeby wyprowadzki tak szybko, jak my kiedyś. I to nie jest dobre. Przecież robimy im krzywdę, pozwalając, by tak długo pozostawali w komfortowej strefie, gdzie wszystko mają zapewnione.

Synowi u nas zbyt dobrze
Nie wiem, czy to kwestia wychowania, czy po prostu współczesne realia, ale czuję, że coś jest nie tak. Wojtek wraca z pracy, siada przed komputerem, zamawia jedzenie z dostawą do domu, a ja patrzę na to i myślę:
Synu, weź w końcu odpowiedzialność za swoje życie.
Mieszkanie u nas to nie jest normalne rozwiązanie na dłuższą metę, to jest przejściowe – a przynajmniej tak powinno być.
Powiedziałam mu już kilka razy, że może czas się wyprowadzić, ale zawsze słyszę te same wymówki.
Jeszcze nie teraz, mamo, jeszcze nie teraz. Muszę odłożyć pieniądze, albo znaleźć lepszą pracę.
I tak mija miesiąc za miesiącem, a my dalej jesteśmy w tym samym miejscu. Zaczyna mnie to poważnie irytować. Ja, jako matka, robię wszystko, żeby go wspierać, ale przecież to musi mieć swoje granice. Czasem myślę, że może to moja wina, bo za bardzo się nim zajmowałam przez te lata. Może za bardzo mu dogadzałam, a teraz trudno mu wyjść z tego wygodnego życia.
Z jednej strony rozumiem, że obecnie młodym ludziom jest trudniej – mieszkania są drogie, a praca nie zawsze dobrze płatna. Ale z drugiej strony, w jego wieku ja już byłam odpowiedzialna za siebie. Nie mówię, żeby od razu kupował mieszkanie, ale przecież są inne możliwości. Wynajem, współdzielenie mieszkania ze znajomymi – to też jakieś rozwiązanie. Nie można przecież żyć u rodziców, jakby to było naturalne.
Anna