"Po raz kolejny siedziałem sam w moim małym, przytulnym mieszkaniu, rozmyślając o tym, jak szybko zakończyła się moja ostatnia relacja. Beata była zjawiskowo piękną kobietą, której urokowi trudno było się oprzeć. Miała długie, kasztanowe włosy, które w świetle słonecznym lśniły jak miedziane nici, i oczy tak błękitne, że mogłyby konkurować z niebem w letni dzień. Jednak mimo jej zewnętrznego blasku, w środku czułem tylko pustkę".
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Beata była wyjątkowa, ale irytowała mnie
Od samego początku coś mnie w niej niepokoiło, ale postanowiłem dać sobie szansę. Może to była ta wieczna nadzieja, że znajdę kogoś, z kim uda mi się stworzyć coś trwałego. Niestety, szybko okazało się, że Beata miała bardzo specyficzne priorytety. Skóra, fura i komóra – to były trzy filary jej życia. Wszystko, co robiła, było podporządkowane temu, jak wygląda, co posiada i jakie wrażenie robi na innych. Jej życie kręciło się wokół luksusu, którym tak chętnie się otaczała.
Wszystko to zaczęło mnie przytłaczać. Każda rozmowa z nią kończyła się na tym, że powinniśmy kupić nowe rzeczy, bo tak wypada. Przestałem czuć, że w ogóle mnie słucha. Nawet wtedy, gdy opowiadałem jej o moim kocie, którego traktowałem jak członka rodziny. Mój kot, ten cichy towarzysz mojej codzienności, był dla niej tylko kolejną przeszkodą. Gdy tylko zobaczyła, że kupuję dla niego smaczki, skrzywiła się i powiedziała, że lepiej by było, gdybym wydawał te pieniądze na prezenty dla niej. Jej słowa były jak cios w plecy.

Zadałem kluczowe pytanie
Zirytowany i zmęczony jej ciągłymi roszczeniami, raz przekornie zapytałem, kiedy ona zamierza mi coś kupić. Widziałem, jak jej twarz nagle stężała, a potem, bez słowa, odwróciła się na pięcie i odeszła. W tym momencie zrozumiałem, że to koniec. Nie było to dla mnie zaskoczeniem – raczej ulgą.
Siedząc teraz w samotności, słyszałem tylko ciche mruczenie mojego kota, który wtulał się w moje kolana. Zdałem sobie sprawę, że wolę być starym kawalerem z kotem, niż spełniać zachcianki takich księżniczek jak Beata. Może i czasy się zmieniły, ale moje potrzeby pozostały takie same. Chcę prostego, szczerego życia, bez powierzchowności, która dominuje współczesny świat. Wolę być sam, z moim kotem, niż udawać kogoś, kim nie jestem, tylko po to, by zadowolić innych.
Irek