"Taka była zadowolona. Od dwóch miesięcy mówiła, że mam niczego małej nie kupować, bo ona wszystko dla wnusi zorganizuje. Nie chciała mi nic pokazać, mówiła, że będzie niespodzianka na koniec. Został mi miesiąc do porodu, więc odważnie już poprosiłam, żeby mi pokazała, co ma, bo to najwyższy czas. No i przyniosła to wszystko, uśmiechnięta od ucha do ucha. Jak ja to zobaczyłam, to myślałam, że z krzesła spadnę. Wszystko, ale to absolutnie wszystko było używane".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Miałam niczego nie kupować
Za miesiąc zostanę mamą. Ale teściowa powiedziała, że mam nie organizować żadnej wyprawki dla małej, bo ona się wszystkim zajmie. Uznałam, że w sumie to przystanę na jej prośbę. Wprawdzie kupowanie tego wszystkiego to byłaby dla mnie frajda, ale też wydatek, a ja jeszcze chciałam przed porodem polecieć z mężem na wakacje, więc skorzystałam z tej opcji.
Teściowa mówiła, że pokaże mi wszystko dopiero, jak będzie miała całość. Ale miałam niczym się nie stresować. No to czekałam cierpliwie, choć już ciekawość mnie zżerała, bo poród się zbliżał.

Rodzę za miesiąc
Rodzę za miesiąc. To znaczy, za miesiąc mam termin porodu, a wiadomo, że to może być różnie. Tak naprawdę na porodówkę mogę pojechać w każdej chwili. Musiałam już trochę przycisnąć teściową, żeby mi to wszystko przyniosła, bo zaczęłam się stresować, że może nie ze wszystkim zdążę.
Tak naprawdę to wiedziałam tylko, jaki wózek będę miała, bo model wybrałam sama, a ona tylko miała kupić. Choć o kolorze nie wspominałam.
Zadowolona teściowa opowiadała mi o tym, że i leżaczek jest i pierwsze zabawki i jakieś akcesoria do BLW. Aż przez chwilę miałam wyrzuty sumienia, bo przecież to wszystko tyle kosztuje, ale pomyślałam, że przecież nikt jej nie zmuszał, że sama chciała to kupować.
Szybko mój entuzjazm osłabł
Teściowa przyniosła to wszystko dzień po tym, jak ją o to poprosiłam. No i ilość robiła wrażenie, faktycznie. Ale okazało się, że to wszystko jest używane. Jak ja mam noworodka wozić w używanym wózku, albo ubierać go w ciuszki piorun wie po kim.
Teściowa oczywiście nie rozumie totalnie, w czym ja mam problem. A nawet poczuła się urażona i powiedziała, że jestem niewdzięczna. Szkoda, że nie potrafi postawić się w mojej sytuacji. Przecież tam nawet był talerzyk do BLW, a jakieś dziecko wcześniej z niego jadło. Usiadłam przed komputerem i kupiłam wszystko sama. Mam nauczkę, żeby nigdy na nikogo nie liczyć.
Majka