"Wybierając się na zagraniczne wakacje, nie przerażają mnie zatrucia pokarmowe, drożyzna ani nawet złodzieje. Za to najbardziej przeraża mnie fakt, że przez kilka godzin lotu będę siedziała koło małego dziecka, które przez całą podróż będzie wrzeszczało i płakało. Matki, zostańcie lepiej w domu".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Dziecko w samolocie
Często podróżuję po całym świecie i bardzo niepokoi mnie trend zabierania coraz to młodszych pociech na wakacje. Sama nie jestem matką i nie zamierzam nią być. Nie lubię małych dzieci. Małe dzieci mnie irytują swoimi zachowaniami, ale jeszcze bardziej irytują mnie ich matki, które nic sobie z tego nie robią.
Dla przykładu: trzy miesiące temu leciałam z koleżanką do Barcelony. Już w kolejce do samolotu zobaczyłam matkę z dwójką dzieci, która w ogóle się nimi nie interesowała. Oni biegali, krzyczeli, popychali siebie i wszystkich naokoło, a ona to miała wszystko gdzieś. No skrajnie niewychowane dzieci. Zamiast ich jakoś uciszyć czy coś, to ona sobie telefon przeglądała. Już czułam, że będzie z nią problem. I wcale się nie zdziwiłam.
Z przerażeniem stwierdziłam, że ta wesoła rodzina usiadła tuż za mną. Stwierdziłam, że najlepiej będzie, jak założę słuchawki i pójdę spać. Tak się jednak nie stało. Bachory zaczęły kopać w moje siedzenie. Po pięciu minutach nie wytrzymałam i zwróciłam im uwagę.
A co pani taka czepialska? To przecież tylko dzieci. Chyba ich nie przywiążę
- powiedziała z pretensjami mamuśka.
Canva
Matki, zostańcie w domu
Nie chciałam wchodzić w dyskusję, więc się odwróciłam. Po kilku minutach dzieci znowu zaczęły kopać w moje siedzenie, a przy okazji się bić. W akcie desperacji poprosiłam przechodzącą stewardesę o zmianę miejsca, ale powiedziała, że samolot jest już pełen i nie ma takiej możliwości. Przy okazji zwróciła im uwagę, więc przez kilka minut był spokój. Ale potem znowu zaczęli swoje wygłupy. Po podróży byłam tak wykończona, że musiałam po przyjeździe do hotelu szybko się położyć, bo tak bolała mnie głowa od tych wrzasków.
Naprawdę nie rozumiem matek, które podróżują z małymi dziećmi. Przecież one i tak nic z tego nie zapamiętają, bo są za małe. A do tego przecież takie długie podróże są dla nich strasznie męczące i bolesne, przez zatkane uszy. A dla matek, które podróżują z nieco starszymi dziećmi i nie potrafią ich zdyscyplinować, to już w ogóle jest oddzielne miejsce w piekle. Dlatego mam do was mamuśki apel — jak możecie, to lepiej zostańcie w domu. Zaoszczędzicie nie tylko pieniądze, ale też nerwy waszych współpasażerów, którzy pojechali odpoczywać, a nie słuchać wrzasków waszych pociech.
Judyta