"Moja córka oczekuje, że będę jej pomagała na studiach. Kiedy jej powiedziałam, że mnie na to nie stać, stwierdziła, że chce, abym jej jedynie pomogła. Jednak kwota, jaką oczekuje, jest za wysoka i nie mogę jej tyle dawać. Teraz mamy ciche dni. Boję się, że mnie nie posłucha, aby pójść tylko do pracy, ale wyjedzie i wpadnie w złe towarzystwo. Nie wiem, jak jej przemówić do rozumu".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Moja córka oczekuje, że będę ją utrzymywać na studiach
Moja córka Weronika w tym roku zdała maturę. Jeszcze przed egzaminami powiedziałam jej, że nie stać mnie na to, aby opłacić jej studia, czy to zaoczne, czy mieszkanie i życie na studiach dziennych. Tak więc jeśli chce się dalej kształcić, musi radzić sobie sama albo pójść do pracy.
Od razu zapowiedziałam, że nie ma opcji, aby Wera nie robiła nic, tylko siedziała w domu. Miała sobie coś znaleźć niedługo po maturach i działać. Dziewczyna przyjęła to wszystko w milczeniu, miałam więc nadzieję, że sprawa jest załatwiona. Okazało się, że nie. Ostatnio moja córka oznajmiła mi, że złożyła papiery na studia i się na nie dostała.
To publiczna placówka, ale oddalona od naszego domu o prawie 200 km, więc musi się tam przeprowadzić. Wtedy przypomniałam jej naszą rozmowę z marca, kiedy to powiedziałam jej, że mnie nie stać na utrzymywanie jej z dala od domu. Ona jednak chce wynegocjować to, bym pokryła jej część kosztów. Resztę ma zamiar pokryć ze stypendium, o ile w ogóle je dostanie i pracy, do której się wybrała na początku czerwca.
Ja nie jestem przekonana do tego pomysłu. Wiem, że na pierwszym roku trudno jest pracować i studiować. Poza tym kiedy z nią rozmawiałam kilka miesięcy temu, to miałam bardziej na myśli to, że wyjedzie na wakacje za granicę do pracy, a nie w Polsce przy naszych zarobkach.
Co by nie robiła, nie dostanie, nie wiadomo ile. Jednak postanowiłam ją dopytać, jakie miałyby być proporcje tej pomocy. Okazało się, że ona podliczyła koszty mieszkania w mieście akademickim i stwierdziła, że mam jej dołożyć połowę. Wyszło na to, że potrzebuje ok. 2 - 2,5 tysiąca złotych ode mnie. Przynajmniej na początek — jak to się wyraziła.

Nie mogę pomóc córce finansowo
Ja nie jestem w stanie tego zapewnić, co powiedziałam jej od razu. Usłyszałam, że jestem okropną matką, która nie dba o nią i nie chcę jej dobra. To nie jest prawda, chcę, ale niestety nie jestem w stanie pokryć kosztów życia córki na studiach i utrzymać się sama z jej młodszym bratem.
Teraz mamy ciche dni. Boję się, że postawi na swoim i wyjedzie. Już nie chodzi o moją sytuację finansową, ale jeśli będzie studiować i pracować, obawiam się, że w najlepszym przypadku zawali studia i straci rok, a w najgorszym wpadnie w złe towarzystwo, popadnie w nałogi i stoczy się na dno. Młodymi dziewczynami łatwo manipulować.
Agata