"Nie mam pojęcia, co to się dzieje z tymi ludźmi. Każdy mówi, że dziecko powinno się uczyć szacunku do pieniądza, że rodzice nie powinni rozpieszczać. Ale kiedy już takie dziecko wpadnie na pomysł jak sobie zarobić, to nikt go w tym nie wspiera. Moja córka sama upiekła babeczki, ozdobiła je i usiadła na ławeczce w parku. Chciała sobie w wakacje zarobić. Nikt nic od niej nie kupił, a byli i tacy, co nieprzyjemnie się do niej odezwali".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Córka chciała zarobić
Moja córka wykazała się niezwykłą przedsiębiorczością. W tym roku w wakacje zostajemy w domu, bo mamy trochę trudną sytuację finansową, ale córcia chciała mieć pieniądze na swoje zachcianki. Postanowiła więc, że pójdzie w ślady koleżanek i przygotuje własnoręcznie coś, co mogłaby sprzedawać.
Większość dzieciaków stoi, gdzie popadnie z lemoniadą. Ona chciała mieć coś konkurencyjnego, więc postanowiła, że upiecze i ozdobi babeczki. Nie prosiła mnie o nic, ani o pomoc, ani o pieniądze na składniki. Kupiła wszystko za swoje, odłożone.

Bardzo się cieszyła
Była taka zadowolona, kiedy pokazała mi piękne ozdobione muffinki. Ja byłam przekonana, że one jej zejdą w sekundę, szczególnie że wystawiła je bardzo tanio, bo za jedyne 5 zł. A babeczek miała 10, także nie była ta jakaś ogromna ilość.
Znalazła sobie miejsce w cieniu, na ławeczce, przygotowała banner, na którym napisała wymyślony przez siebie wierszyk, zachęcający do zakupu i cenę za sztukę. Nawet zrobiła promocję, że przy zakupie dwóch babeczek jedna jest gratis.
Ludzie przechodzili, nikt się nie zatrzymywał, a czasami nawet zdarzał się ktoś, kto odzywał się do niej w przykry sposób. stu
Córka straciła zapał
Po pięciu godzinach, gdy córka nie sprzedała ani jednej sztuki babeczki, straciła kompletnie do tego zapał. Wróciła do domu zapłakana i stwierdziła, że chyba te jej babeczki muszą wyglądać bardzo źle, skoro nikt nie kupił od niej ani jednej. Zrobiło mi się jej żal. Przyniosłam jej 50 zł i zapłaciłam za babeczki. A później wzięłyśmy je i rozniosłyśmy po sąsiadach.
Córka opowiedziała, że chciała zarobić w wakacje, ale nikt nic od niej nie kupił, a dzięki poczęstunkowi aż trzy panie zamówiły po dziesięć babeczek na następny dzień. Także wyszło nam jedna z tego złego też coś dobrego. Szczególnie że sąsiadki poleciły córkę dalej. Teraz dzielnie walczy w kuchni i przygotowuje kolejne, słodkie smakołyki. Kto wie, może wyrośnie mi na cukiernika, bo powiem nieskromnie, że zna się na rzeczy.
Jolka