"Mam bardzo specyficzną teściową. A może to jej podejście do syna jest specyficzne. Na początku uznała, że większość mojej wypłaty powinna trafiać do męża. Ja oczywiście się na to nie zgodziłam, więc teściowa wymyśliła inne rozwiązanie. Teraz mój mąż ma zarabiać na swoje zachcianki, a ja na rachunki i na jedzenie. Najgorsze jest to, że pomysł matki się mężowi spodobał".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Mam specyficzną teściową
Moja teściowa jest bardzo specyficzna. Czasami ma pomysły, które trudno zaakceptować. Od początku wiedziałam, że bardzo faworyzuje swojego syna. Ale stwierdziłam, że przecież to ja stanę się kobietą jego życia i matka zejdzie na dalszy plan. Tak się jednak nie stało, co oczywiście mnie martwi.
Mój mąż jest pod ogromnym wpływem matki. Dosłownie klaszcze z radości, gdy usłyszy o jakimś jej kolejnym pomyśle. Szczególnie że oczywiście te pomysły, choć są często skrajnie nieodpowiedzialne, to dotyczą właśnie mojego męża.

Miałam oddawać mężowi część wypłaty
Teściowa jeszcze przed ślubem uznała, że jako dobra żona, powinnam przekazywać mężowi część mojej wypłaty, z którą on miałby robić to, co mu się tylko podoba. Ona twierdzi, że w jej domu tak było zawsze. Mama oddawała pieniądze ojcu, a ona swojemu mężowi. Ja natomiast takiego zwyczaju nie znam, przez co się oczywiście nie zgodziłam.
Teściowa na początku nie mogła znieść mojej odmowy, a mąż też kręcił nosem, ale w końcu zaakceptowali moją decyzję i w dalszym ciągu każde z nas miało swoje pieniądze i samodzielnie nimi dysponowało.
Aż do ślubu
Tak było aż do ślubu. Bo po ślubie teściowa znów postanowiła zjawić się u nas ze swoim cudownym pomysłem, który oczywiście spodobał się mojemu mężusiowi. Otóż wymyśliła, że skoro ja nie chcę oddawać pieniędzy, to moja cała wypłata powinna iść na rachunki i inne opłaty, a wypłata męża na jego zachcianki.
Oczywiście znów próbowałam postawić na swoim. Ja uważam, że każde z nas powinno dokładać "do życia" po tyle samo. Czyli dzielimy opłaty za rachunki, za jedzenie, za transport i tak dalej. To jest moim zdaniem uczciwie. Przecież ja też zarabiam i mam prawo mieć jakieś swoje pieniądze. No i chcę je mieć.
Trudno jednak przemówić do rozsądku teściowej i mężowi. Oni oboje uważają, że to brak szacunku z mojej strony w stosunku do męża. A przecież tutaj chodzi w pewnym sensie o taką wolność i niezależność finansową. A może to ja przesadzam, nie wiem już sama.
Żaneta