"Wszyscy dookoła robią kolejne kierunki studiów, chwaląc się tym na swoich profilach w mediach społecznościowych, a później i tak muszą wyjechać za chlebem do innego kraju. Oczywiście ja nikomu nie bronię tak żyć, ale nie każdy musi robić w życiu coś ambitnego, czym zaimponuje innym ludziom. Kiedyś myślałam, że jestem stworzona do wielkich rzeczy, ale pracę w poważnej firmie zamieniłam na fartuch u gumowe rękawice. Niczego nie żałuję i polecam to samo, jeśli dopadnie cię poczucie beznadziei".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
To miała być praca marzeń
W szkole podstawowej i później w szkole średniej uczyłam się przede wszystkim dla rodziców, bo sama nie miałam takiej świadomości, do czego to wykształcenie będzie mi kiedyś potrzebne. Nie miałam złych ocen, ale wszystkie były zdobywane pod presją, jaką nakładali na mnie moi rodzice.
Nieco innego myślenia doświadczyłam dopiero na studiach, bo wybrałam sobie swój wymarzony kierunek i nikt nie stał mi nad głową, gdy uczyłam się na jakieś zaliczenie. Widziałam, że robię to na swój własny rachunek, a jeśli odpuszczę, to przyszłość może mi o tym przypomnieć w najmniej odpowiednim momencie.
Skończyłam te studia, porobiłam jeszcze jakieś kursy i zostałam księgowa na pełen etat. W sumie to już w czasie studiów dorabiam w biurze rachunkowym, gdzie zdobywałam pierwsze doświadczenie. Wtedy jeszcze mi się wydawało, że to zawód mojego życia i nie zamienię go na nic innego, ale się przeliczyłam. Po niespełna dziesięciu latach musiałam w końcu coś zmienić i postanowiłam otworzyć własną firmę.
canva.com
Własna firma zmieniła jej podeście do życia
Długo zastanawiałam się, co mogę robić na własny rachunek i myślałam też o tej księgowości, no bo przecież na tym znałam się najlepiej, ale byłam już tym wszystkim przemęczona. Wtedy mój mąż posunął mi do głowy genialny pomysł otwarcia firmy sprzątającej w naszym mieście.
Początkowo było to tylko pranie dywanów, ale z czasem rozwinęłam swoje usługi także o kompleksowe sprzątanie mieszkań, domów, a także miejsc specjalnych takich jak zakłady pracy itp. Dziś zdarza mi się nawet sprzątać po zwłokach, za czym w ogóle nie przepadam, ale taka praca.
Uważam, że była to najlepsza decyzja w moim życiu i gdybym znów miała ją podjąć, to postąpiłabym tak samo. Mój były szef nie doceniał pracowników i z każdym rokiem traktował nas coraz gorzej i nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by było, gdybym została.
Sprzątanie to ciężki kawałek chleba, ale na koniec dnia wiem, że robię to na własny rachunek i na własnych zasadach, a to jest dla mnie rzeczą najważniejszą.