"Parę tygodni temu mój mąż Paweł zachwycił mnie spontanicznym pomysłem wyjazdu w Bieszczady, Przystałam na to z radością, bo byłam ostatnio bardzo zmęczona. Rano wstaliśmy i wyruszyliśmy ponad 500 km do celu. Paweł zarezerwował dla nas piękną willę z basenem, więc tym bardziej się cieszyłam na odpoczynek. Niestety, jak tylko przyjechaliśmy na miejsce, okazało się, że willa z basenem to stara chata z przeciekającym dachem. Gorzej było tylko wtedy, gdy do 22 właściciel nawet nie zjawił się na miejscu".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Mieliśmy być w raju
Podróż minęła nam w miłej atmosferze, wsłuchani w ulubioną muzykę i rozmawiając o naszych planach na czas spędzony w górach. W miarę jak zbliżaliśmy się do celu, czułam narastającą ekscytację. W końcu dotarliśmy na miejsce, ale ku naszemu zaskoczeniu, zamiast eleganckiej willi z basenem, zastaliśmy starą, zaniedbaną chatę z przeciekającym dachem.
Rozczarowanie było ogromne. Próbowałam dodzwonić się do właściciela, ale bezskutecznie. Czekaliśmy do wieczora, mając nadzieję, że ktoś się zjawi i wyjaśni sytuację. Jednak nikt się nie pojawił. Było już ciemno, a my staliśmy przed chałupą, nie mając pojęcia, co robić dalej.
Frustracja rosła. Paweł, próbując ratować sytuację, zaproponował, że znajdziemy sklep turystyczny i kupimy namiot. Z trudem powstrzymywałam złość, ale postanowiłam dać mu szansę. W pobliskiej wiosce znaleźliśmy sklep, kupiliśmy namiot i ciepły koc, gotowi na przygodę, choć zupełnie inną, niż się spodziewaliśmy. Rozbiliśmy namiot na polanie nieopodal rzeki, z dala od wszelkich zabudowań.

Trudny weekend
Noc była chłodna, a spanie w namiocie okazało się o wiele mniej komfortowe, niż sobie wyobrażaliśmy. Każdy szelest w ciemności wydawał się podejrzany, a zimno przeszywało na wskroś. Rano obudziłam się zmęczona i obolała. Paweł próbował przygotować kawę na małej kuchence turystycznej, ale wszystko szło nie tak. Woda nie chciała się zagotować, a kawa smakowała jak błoto.
Moje rozdrażnienie sięgnęło zenitu. Cały plan wypoczynku w luksusowej willi zamienił się w koszmar. Nie mieliśmy siły ani ochoty na spacery po okolicy. Zamiast tego, siedzieliśmy w milczeniu, każde z nas zatopione we własnych myślach o tym, jak bardzo ten wyjazd się nie udał.
Podjęliśmy decyzję, żeby wrócić do domu wcześniej niż planowaliśmy. Droga powrotna była pełna ciszy, przerywanej tylko odgłosami samochodu. Nie tak wyobrażałam sobie ten weekend. Zamiast odpoczynku i relaksu, przywieźliśmy ze sobą zmęczenie i złość.
Izabela