"Piszę do Was, bo muszę podzielić się moją ostatnią przygodą i frustracją, jaką przeżyłam z moim mężem na wakacjach. Po dziesięciu latach bez wspólnych wyjazdów postanowiliśmy wybrać się na Mazury, żeby na nowo odkryć uroki wspólnego wypoczynku. Miałam nadzieję na spokojny, relaksujący czas, ale niestety mój mąż zachowywał się tak, że czułam się zażenowana przed innymi ludźmi".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
To miały być fajne wspólne chwile
Od momentu, kiedy dotarliśmy na miejsce, zauważyłam, że coś jest inaczej. Mój mąż, zazwyczaj spokojny i wyważony, nagle zmienił się w kogoś zupełnie innego. Stał się niezwykle głośny i podekscytowany. Wszystkiego chciał spróbować, każdej atrakcji, którą oferowały Mazury. Początkowo myślałam, że to miłe, że tak się cieszy, ale szybko zrozumiałam, że jego zachowanie zaczyna mnie męczyć.
Pierwszego dnia postanowiliśmy zwiedzić okolicę i wybrać się na spacer po lesie. Mój mąż nieustannie robił zdjęcia, co chwilę zatrzymywał się, żeby uchwycić każdy widok, każdy kamień, każde drzewo. Głośno śmiał się i wydawał z siebie radosne okrzyki, jakby pierwszy raz w życiu widział las. Było mi głupio przed innymi spacerowiczami, którzy mijali nas i patrzyli z ukosa.
Kiedy poszliśmy do restauracji, żeby spróbować lokalnych potraw, sytuacja się nie poprawiła. Mój mąż zamawiał wszystko, co było w menu, jakby chciał spróbować każdej możliwej potrawy. Kiedy kelner przynosił kolejne danie, on z entuzjazmem witał go głośnymi okrzykami i oklaskami. Czułam, że wszyscy na nas patrzą. Ludzie szeptali, uśmiechali się pod nosem, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię.

Potem było jeszcze gorzej
Najgorzej było, kiedy wybraliśmy się na rejs po jeziorze. Mój mąż, który nigdy wcześniej nie był tak aktywny, postanowił, że będzie sterował łodzią, chociaż nie miał pojęcia, jak to robić. Kapitan musiał co chwilę go poprawiać, a mąż w odpowiedzi śmiał się i wołał, że to "najlepszy dzień jego życia". Wydawało mi się, że wszyscy pasażerowie byli zażenowani jego zachowaniem, a ja chciałam tylko wrócić na brzeg i ukryć się przed światem.
Codziennie było to samo. Mąż zachowywał się, jakby nigdy nie był wśród ludzi, jakby nigdy nie wiedział, jak zachować się w towarzystwie. Każdego dnia starałam się go uspokajać, mówiłam, że może trochę ciszej, że nie musi być tak głośny, ale on tylko śmiał się i mówił, że "w końcu mamy wakacje" i że "trzeba się cieszyć życiem". Rozumiem, że chciał się dobrze bawić, ale to wszystko zaczęło mnie przerastać.
Na koniec wakacji byłam wyczerpana psychicznie. Zamiast odpoczynku, wróciłam z wakacji bardziej zmęczona, niż byłam przed wyjazdem. Nie mogłam się doczekać, kiedy wrócimy do domu, gdzie mąż może być sobą, ale bez tej nadmiernej ekscytacji.
Nie wiem, co spowodowało taką zmianę w jego zachowaniu. Może to była reakcja na długą przerwę od wakacji, może chciał nadrobić stracony czas. Ale ja czułam się zawstydzona i niekomfortowo przez całe te wakacje. Chciałabym, żeby nasz kolejny wyjazd, jeśli w ogóle do niego dojdzie, był bardziej stonowany i spokojny. Chciałabym, żeby mąż pamiętał, że wakacje to czas relaksu, a nie nadmiernej ekscytacji, która sprawia, że czuję się zażenowana przed innymi ludźmi.
Lucyna