"Jestem kilka dni przed urlopem i właśnie zebrało mi się na pewne przemyślenia dotyczące wakacyjnych wyjazdów. Jeszcze te kilka lat temu nie zastanawialiśmy się z mężem, gdzie pojechać, bo wybór był tylko jeden – dwa tygodnie we Władysławowie były tym, na co czekało się przez cały rok. Jednak w pewnym momencie przestałam jeździć nad polskie morze i nie żałuję. Wystaw parawanów i ceny nas nie zachęcają. W tych pieniądzach można mieć przyzwoite warunki za granicą, więc wybieramy mądrze".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Wakacje nad polskim morzem
Polskie morze po raz pierwszy zobaczyłam, będąc jeszcze dzieckiem, gdy dziadkowie zabrali mnie na wakacyjny wyjazd niespodziankę. Powiedzieli mi, że jedziemy do wujków w rejony Wrocławia, a że byłam dzieckiem, to dałam się na to nabrać. Stąd też chyba mój sentyment do wyjazdów nad Bałtyk.
Od tamtego momentu nad morzem byłam już w każde wakacje, w kilka razy nawet i w czasie ferii, bo rodzice mieli taki kaprys. Przez to jeżdżenie nie wyobrażałam sobie wakacji bez polskiego morza. Efekt tego był taki, że jako matka sama latami zabierałam tam swoje dzieci.
Oczywiście nigdy nawet nie pomyślałam o wakacjach za granicą, bo po co, skoro tu jest tak „fajnie”. To myślenie towarzyszyło mi do 2019 roku, gdy mój mąż jako pierwszy poszedł po rozum do głowy i wykupił nam wakacyjny wyjazd do Turcji. Od tamtej pory mój sentyment do polskiego morza przestał istnieć.
canva.com
Zagraniczne wyjazdy tańsze, niż wakacje w Polsce
Najbardziej widoczne w tym porównaniu są oczywiście koszta. Może i wynajęcie prywatnych kwater nie kosztuje miliony, ale to ile wydaje się na miejscu, przechodzi ludzkie pojęcie. Najwięcej idzie oczywiście na jedzenie, ale z pamiątkami też jesteśmy goleni na całego. Bardzo często przykładowo cena jakiejś rzeczy na straganie podawana jest typowo pod klienta, gdy oceni się grubość jego portfela.
W takiej Turcji, Grecji czy Bułgarii ceny są porównywalne do tutejszych, a zdarza się także, że płacimy mniej, bo wycieczki z biur podróży rządzą się swoimi prawami. Kupujesz na ostatnią chwilę, to płacisz dużo mniej, a poziom usługi nie ulega zmianie.
Nad Bałtykiem, żeby doznać czegoś lepszego, to już trzeba być milionerem, a jak się jeszcze ma dzieci, to już nie pytajcie. Zresztą, kto był, ten wie, jak to wygląda. Kolba gotowanej kukurydzy za 25 złotych, to mocne przegięcie. Tak, raz czy dwa się skusiłam, ale już nigdy więcej się na to nie nabiorę.
Wisienką na torcie są rzecz jasna nasi rodacy, którzy robią z siebie pośmiewisko na każdym kroku. Akcje z rozkładaniem parawanów o 7 rano, to jedno, ale brak kultury na każdym kroku odstrasza mnie tak samo. Wolę jechać za granicę i udawać, że nie jestem z Polski, żeby nikt mnie palcami nie wytykał.