"Niedługo mam ślub, a mój narzeczony i jego mama uparli się, że muszą ze mną wybierać suknię ślubną. Na początku myślałam, że to świetny pomysł, że wspólnie znajdziemy coś pięknego. Nie jestem przesądna i nie zależało mi na tym, w którym momencie pan młody może zobaczyć mnie w sukni ślubnej. Niestety, teraz jestem tylko zła i zmęczona. Okazuje się, że w żadnej sukni się im nie podobam".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Jestem zmęczona maratonem po salonach sukien ślubnych
Odwiedziliśmy już mnóstwo salonów sukien ślubnych. Przymierzyłam ogrom sukien, ale w żadnej się im nie podobam. Kiedy ja widzę w lustrze suknię, która mi się podoba, oni od razu mówią, że to nie to. Narzeczony kręci głową, a jego mama mówi, że wygląda to źle, albo że to nie jest odpowiednia suknia dla mnie.
Każda wizyta w salonie to dla mnie stres i nerwy. Kiedy wchodzimy do środka, próbuję być optymistyczna, ale po kilku przymiarkach tracę nadzieję. Czasami mam ochotę płakać, bo czuję, że cokolwiek założę, nie będzie dobrze leżeć. Widziałam już chyba wszystkie style sukien — długie, krótkie, z koronką, bez koronki, wąskie, szerokie, białe, kremowe. Nic im nie pasuje.

Myślałam, że przygotowania do ślubu będą radosne
Zawsze myślałam, że wybór sukni ślubnej to będzie radosny moment, coś, co będę wspominać z uśmiechem. Teraz jest to dla mnie koszmar. Nawet nie wiem, jak powinnam wyglądać, bo cokolwiek wybiorę, zawsze jest źle.
Najbardziej boli mnie to, że narzeczony nie wspiera mnie tak, jak bym chciała. Myślałam, że będzie stał po mojej stronie, że będzie mnie pocieszał, ale on tylko powtarza, że jego mama ma rację i że muszę wybrać coś, co będzie się wszystkim podobać. Ale przecież powinna przede wszystkim podobać się mnie.
Czuję, że straciłam kontrolę nad własnym ślubem. Zamiast cieszyć się tym wyjątkowym dniem, boję się go, bo nie wiem, co będzie dalej. Boję się, że w końcu wybiorę suknię, której nie lubię, tylko po to, żeby zadowolić innych. A przecież to jest mój ślub, mój dzień, moja sukienka.
Narzeczony mówi, że nie rozumiem, jak ważne jest to, żeby jego mama była szczęśliwa. Ja rozumiem, że rodzina jest ważna, ale moje uczucia też powinny się dla niego liczyć. Nie chcę poświęcać swoich marzeń, tylko dlatego, żeby ktoś inny był zadowolony.
Nie wiem, co robić. Czuję się bezradna i samotna w tej sytuacji. Niestety moi rodzice już nie żyją, a rodzeństwa nie mam, więc nie ma kto mnie bronić. Chciałabym znaleźć jakiś kompromis, ale nie umiem się im postawić.
Małgosia