"Gdy wyjeżdżaliśmy na pierwsze od lat wakacje we dwoje i zostawialiśmy Karolka i Michasię na tydzień u dziadków, dałam im wyraźne wytyczne, jak zorganizować czas naszym dzieciom, a oni się nie wywiązali".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Zawieźliśmy dzieci na wakacje do dziadków
Ja i Antek od dawna nie byliśmy na wakacjach we dwoje. Właściwie ostatni nasz wspólny wyjazd w parze to była podróż poślubna. Nie bardzo mieliśmy wtedy kasę i skończyło się na romantycznym weekendzie w Zamościu.
Dziewięć miesięcy później na świat przyszedł Karolek. Po dwóch latach urodziła się Michasia, oczko w głowie mamusi. Nie planowałam tak długiej przerwy od pracy, ale spędziłam z dziećmi rok macierzyńskiego i kolejne dwa lata wychowawczego. W efekcie jako małżeństwo byliśmy dość mocno uwiązani, jeśli chodzi o opiekę nad naszymi pociechami.
Dziadkowie nie mogli nam w tym pomagać, bo też jeszcze pracowali. Ale w tym roku wszystko się zmieniło - moja mama i mój tata postanowili w końcu skorzystać z emerytury i przestali sobie do niej dorabiać. Nawet sami zaproponowali, że mogą zająć się wnukami na tydzień albo dwa.
Dla nas ta propozycja była spełnieniem marzeń. Naskładaliśmy już na podróż we dwoje, dzieci mogłyby zostać pod opieką dziadków - brzmiało fantastycznie. Nie myśleliśmy nad tym długo. Z przyjemnością zawieźliśmy Karola i Michasię do babci i dziadka.

Dziadkowie nie zabrali wnuczków do parku rozrywki
Żeby odciążyć dziadków od wymyślania aktywności dla naszych dzieci, pomyślałam, że dam im wskazówki, bo potem z zagranicy mogę nie mieć możliwości, żeby zadzwonić albo napisać i obgadać ten temat. W planach był basen co drugi dzień, dwie wycieczki i wyjazd do parku rozrywki, na który dzieci najbardziej czekały. To miała być rekompensata za nasze wakacje.
Generalnie miałam lekkiego moralniaka, że jedziemy sami, ale z drugiej strony umówiliśmy się z dziećmi, że babcia i dziadek też zapewnią im fajne atrakcje, żeby syn i córka się nie nudzili. Kieszonkowe też dostali, w rozsądnej wysokości, z przykazaniem, by nie wydali na głupotki. Reszta była po stronie dziadków.
Babcia i dziadek wiedzieli, że mają zabrać Michasię i Karolka na jeden dzień do parku rozrywki, który jest położony 30 km od ich miejsca zamieszkania. Bardzo blisko (od nas jest 230 km). Obiecali, dzieciaki narobiły sobie nadziei i myślałam, że wszystko ustalone.
Jednak gdy wróciliśmy z urlopu, okazało się, że nie zabrali wnuczków na obiecaną wyprawę. Wycieczki też odpuścili, a Karolek i mała siedzieli głównie z nosem w TV, kiedy babcia zwalniała miejsce między serialami. Wykręcali się, że pogoda nie dopisała, a przecież była ładna i słoneczna.
Jestem rozczarowana, bo nie tak się umawialiśmy. Wyprawa do tego parku to ich powinność, skoro wzięli na siebie opiekę, nawet sami ją zaproponowali, a potem składali obietnicę.
Więcej razy się na coś takiego nie zgodzę.
Edyta