"Zawsze chciałem mieszkać na wsi, ale wcześniej nie było takiej możliwości. Tak się jednak stało, że odziedziczyłem piękny dom, razem z ziemią, ze zwierzętami i wszystkimi maszynami niezbędnymi do utrzymania gospodarstwa. Pracuję w korporacji, a mógłbym zostać rolnikiem, a zawsze tego chciałem. Jednak żona tego nie rozumie i mówi, że nie chce rezygnować z wygód. Woli sprzedać gospodarkę i polecieć na wycieczkę dookoła świata".
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Zawsze chciałem mieszkać na wsi
Zawsze chciałem mieszkać na wsi, a nigdy nie było mi to dane. Wprawdzie miałem wujka, któremu często pomagałem na gospodarstwie kiedy już dorosłem i od wtedy jeszcze bardziej marzyłem o tym, żeby się tam przeprowadzić.
Moja żona lubi wygodne życie i ja o tym wiedziałem. Kupiliśmy mieszkanie, które jeszcze spłacamy, ale jest przestronne, w fajnej okolicy, gdzie wszędzie jest blisko. Nie jest mi tu źle, ale mimo wszystko to trochę taka "klatka". Wychodzę przed blok i nic nie jest moje.

Nadarzyła się okazja
Stało się tak, że zmarł ten mój wspomniany wcześniej wujek. A on nie miał rodziny i tylko ja tam do niego jeździłem i pomagałem, do samego końca. Wszystko przepisał na mnie, choć nie spodziewałem się tego kompletnie.
Ja oczywiście bardzo chciałbym się tym wszystkim zająć, zwłaszcza że od jakiegoś czasu i tak jestem tam codziennie, bo o zwierzaki ktoś musi zadbać i o obejście też. Zacząłem rozmowę z żoną na ten temat, ale ona tylko się na mnie zdenerwowała i powiedziała wprost, że nie wyobraża sobie, by zamieszkać na wsi.
Nie wiem, jak ją przekonać
Kompletnie nie wiem, jak ją przekonać do zmiany zdania. Ona nie ma pojęcia, że mieszkanie na wsi to prawdziwa wygoda. Myśli, chyba że będzie musiała pomagać mi na gospodarstwie, ale przecież ja tego od niej nie oczekuję. Wiem, że to pani z biura i zdecydowanie woli, pracę umysłową.
Ona kocha kwiaty, a na balkonie za dużo ich nie zmieści. Tam mogłaby mieć swój własny, ogromny ogród. Wszystko mogłaby mieć, co by tylko chciała. Sprzedalibyśmy to mieszkanie, byłaby kasa na to, żeby zrobić trochę remontów, bo dom już wymaga pilnego odświeżenia. I żyłoby się nam świetnie. A ja znikałbym na wiele godzin, żeby zadbać o wszystko. Spełniłbym tym samym swoje największe marzenie. Jednak gdybym nie miał u boku swojej kobiety, nie byłbym szczęśliwy. Mam więc nadzieję, że znajdziemy w tym wszystkim jakiś kompromis. Spróbuję ją jeszcze namówić. Ona ma inną wizję. Twierdzi, że lepiej sprzedać gospodarstwo i polecieć na wycieczkę dookoła świata. Ja się na to nie zgodzę.
Mateusz