"Co roku obserwuję tę samą sytuację. Na dworze upał 30 stopni, ludzie chodzą prawie rozebrani, a przezorne mamusie spacerują po tym piekarniku z pieluchami zarzuconymi na wózek. Ba, niektóre to nawet kocami zakrywają, żeby dziecko przypadkiem nie miało za dużo słońca. A tyle się mówi o przegrzewaniu dzieci. Tym razem nie wytrzymałam i dogadałam jednej mamusi".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Nadopiekuńcze mamuśki
Spacerowałam dzisiaj po parku, kiedy zobaczyłam, nie taką już młodą mamuśkę, z wózkiem okrytym kocem. Na dworze skwar, nie ma czym oddychać. Zapowiadali 30 stopni Celsjusza, ale na pewno w słońcu jest jeszcze więcej. Ta paniusia ma na sobie przewiewną sukienkę i do tego się jeszcze wachluje. W wózku zapewne śpi niemowlę, a raczej — gotuje się — bo szanowna mamusia postanowiła je okryć grubym kocem. Od razu i ja się zagotowałam. Bo przecież tyle się mówi o tym, żeby nie nakrywać tych wózków niczym, bo w środku się jeszcze bardziej nagrzewa, nie ma przewiewu. Coś jak z pozostawieniem psów w zamkniętych samochodach. Więc podchodzę do paniusi, która jedną ręką się wachluje, a drugą przegląda telefon i mówię uprzejmie:
Dzień dobry, a czy wie pani, że nakryte kocykiem dziecko w taki upał to nie najlepszy pomysł? Strasznie się tam w środku nagrzewa
-powiedziałam.
Na co ta bezczelna kobieta mówi do mnie:
Proszę pilnować własnego nosa. To moje dziecko i będę z nim robić, na co mam tylko ochotę. A poza tym śpi, i słońce go razi
Canva
Interwencja w parku
No jak to usłyszałam, to dopiero się zdenerwowałam. Chciałam odejść, ale pomyślałam, że to biedne maleństwo może już straciło przytomność w tym upale, więc kontynuowałam. Kobieta wsadziła z powrotem nos w telefon i uparcie udawała, że mnie tam nie ma.
Proszę pani, bardzo proszę, żeby jednak zdjęła pani kocyk. Przecież nawet pani nie wie, czy to dziecko tam oddycha
- powiedziałam spokojnie.
Wścibska babo, odczep się ode mnie i idź, poszukaj sobie jakiejś innej ofiary.
-wykrzyknęła.
Jak to usłyszałam, to stwierdziłam, że nie będę się dłużej cackać.
Jak natychmiast pani nie ściągnie tego kocyka, to zadzwonię po straż miejską i powiem, że zamęcza pani dziecko
- powiedziałam.
Kobieta aż się żachnęła. Wstała i odeszła. Po chwili dziecko zaczęło płakać, więc musiała ściągnąć ten kocyk. Widać było, że było całe spocone i czerwone na buzi. Biedne maleństwo. A takie kobiety, to najchętniej do piekła bym posłała. Może wtedy by poczuły, jak to jest być nakrytym takim kocykiem.
Marianna