"Mój mąż poszedł na urlop tacierzyński. Inaczej to sobie wyobrażałam"

"Mój mąż poszedł na urlop tacierzyński. Inaczej to sobie wyobrażałam"

"Mój mąż poszedł na urlop tacierzyński. Inaczej to sobie wyobrażałam"

canva

"Kiedy Janek powiedział, że pójdzie na urlop tacierzyński i przejmie ode mnie obowiązki, byłam w siódmym niebie. Nie zrozumcie mnie źle, ale po pół roku siedzenia z dzieckiem zamknięta w domu, miałam już dość. Niestety, już bardzo szybko okazało się, że urlop Janka różni się pod wieloma względami od moich wyobrażeń".

Reklama

Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.

Urlop tacierzyński

Kiedy Janek wrócił do domu i powiedział, że jego szef zgodził się na urlop tacierzyński, od razu pobiegłam po szampana. Nie zrozumcie mnie źle — bardzo kocham mojego synka Florianka i spędzenie z nim pół roku było cudownym doświadczeniem, ale to zamknięcie w domu z maleńkim dzieckiem daleko odbiegało od tego, co się widzi na reklamach i filmach. Zresztą najlepiej wiedzą o tym matki. Całe noce nie przespane, rano o 5 pobudka i każdy dzień taki sam — jednym słowem tyranie. Zabawa z dzidziusiem, zmienianie pieluch, kąpiele, noszenie, a to wszystko przeplatane praniem, gotowaniem, sprzątaniem i zakupami.

Reklama

Dlatego tak bardzo się cieszyłam, że w końcu wrócę do mojej ukochanej pracy i trochę sobie odpocznę, a mój mąż zajmie się dzieckiem i domem. Nie martwiłam się wcale o Janka, bo doskonale zajmował się synem, jak wracał z pracy, a ja miałam chwilę dla siebie. Już robiłam plany, jak to będzie super.

tata z dzieckiem canva

Reklama

Praca na dwa etaty

W końcu nadszedł ten dzień. Niestety, nie zaczął się dokładnie tak, jak sobie planowałam. Kiedy Florianek wstał o 5, Janek jeszcze chrapał. Stwierdziłam, że po prostu wcześniej wstanę i zacznę się przygotowywać. Jednak wybiła już 7 rano, a Janek ciągle spał. Z ledwością ściągnęłam go z łóżka, a sama prawie spóźniłam się do pracy. W biurze było bardzo miło, czekało mnie ciepłe powitanie, ale miałam bardzo dużo zaległości, więc cały dzień poświęciłam na przekopywanie mojej skrzynki mailowej. Wyszłam wykończona o godzinie 17. Zapomniałam już, jaka praca może być męcząca. Wróciłam do domu, a tam zastałam istny armagedon. W mieszkaniu panował nieziemski bałagan, a Janek siedział na kanapie i usypiał na rękach syna, oglądając telewizję.

Reklama

Cześć kochanie, jak tam w pracy? Ja się świetnie bawiłem. Obejrzałem dzisiaj cztery odcinki serialu.

Rozejrzałam się po mieszkaniu i załamałam ręce.

Reklama

A co na kolację?

- zapytałam.

Reklama

Jak to? Nic nie kupiłaś po drodze? Umieramy z synem z głodu

A czy ja czekałam, aż ty mi coś przyniesiesz do jedzenia?

- zapytałam całkiem już załamana.

Cała ta sytuacja skończyła się awanturą, a następnego dnia było jeszcze gorzej. Mój mąż oświadczył, że cały dzień zajmował się dzieckiem, i nie miał czasu na pranie ani gotowanie. Myślałam, że coś się zmieni, ale było coraz gorzej. Wracając do domu, musiałam robić zakupy, a potem gotować. Późnym wieczorem, podpierając się nosem, sprzątałam cały ten bałagan. Szczerze mówiąc, to już po miesiącu pożałowałam swojej decyzji. I tak wszystko jest na mojej głowie, a do tego muszę jeszcze pracować i wstawać w nocy do dziecka, bo panicz nie słyszy jak płacze. Nie wiem, co ja teraz pocznę.

Karolina

Źródło: Unsplash
Reklama
Reklama