"Długo na to czekałam, lecz w końcu się doczekałam. Moje najmłodsze dziecko lada moment opuści rodzinny dom i w końcu zacznie budować własną rodzinę u boku przyszłego jeszcze małżonka. Problem niestety leży w tym, że moja córka chce zorganizować wesele z myślą o całkowitym zwrocie kosztów i dodatkowych pieniądzach na podróż poślubną. Marzyć można, ale moim zdaniem w dzisiejszych czasach jest to niewykonalne i nie ma co liczyć na zarobek".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Wesela kiedyś i dziś
Zacznę przede wszystkim od tego, że kiedyś wesela robiło się z innych pobudek, niż chęć potencjalnego zarobki z kopert. Inna sprawa, że też koszty takich imprez były dużo niższe. Ja z mężem wesele mieliśmy na wsi tak po prostu na podwórzu moich rodziców, gdzie były rozbite dwa namioty – jeden przeznaczony na tańce, a drugi na jedzenie.
Całe gotowanie odbywało się w kuchni mojej mamy, która na co dzień służyła jej do normalnego gotowania obiadów. Jajka mieliśmy swoje, tak samo, jak mięso i tak dalej. Warzywa załatwiane od sąsiadów, którzy zajmowali się ich szklarniową uprawą. Nie było potrzeby wynajmowania kucharek i kelnerów, bo zawsze ktoś ze wsi przyszedł pomóc za tak zwaną butelkę czystej plus jakieś ciasto.
W takiej sytuacji, gdzie koszty wesela nie sięgały astronomicznych kwot, to nawet jak goście wkładali marne grosze do kopert, to i tak można było wyjść na lekki plus, ale to też nie były nie wiadomo jakie pieniądze. W zasadzie to były, ale ich nie było, bo w tamtym czasie mieliśmy wiele wydatków. Najważniejsze jednak było dla nas to, aby w tym ważnym dniu towarzyszyli nam najbliżsi członkowie rodziny oraz znajomi.
canva.com
Zwrot kosztów przyjęcia weselnego
Moja córka razem ze swoim narzeczonym planują wesele na drugą połowę 2026 roku i już w tej chwili są na zaawansowanym etapie poszukiwania sali i noclegu dla gości. Obłożenie jest astronomiczne, a koszty jeszcze większe. Nieopodal miejscowości, w której mieszkamy, cena za tak zwany talerzyk wynosi od 400 do 600 złotych. Przy 120 osobach daje to kwotę 50 tysięcy w górę. Dla mnie to niepoważne, bo to koszty samej sali, a gdzie reszta wydatków?
Oni wstępnie wyliczyli, że całość zamkną mniej więcej w okolicach 100 tysięcy złotych, a taka kwota przyprawia już o lekki zawrót głowy. Ja się tym martwię, bo jako rodzice musimy w tych kosztach uczestniczyć, a przynajmniej w ich połowie, bo każda ze stron płaci za swoich gości. Mimo wszystko są to ogromne pieniądze.
Córka uważa, że wesele musi być duże i kameralny obiad nie wchodzi w grę, ponieważ przy małej ilości gości, nie zbiorą dobrych pieniędzy w kopertach. Ona idzie w zaparte, że organizacja wesela na 120 osób na pewno im się zwróci i tylko dlatego będą je robić. No cóż, w takim razie życzę im powodzenia, bo jeśli zbiorą połowę wyłożonej kwoty, to będzie dobrze.
D.