"Zupełnie przez przypadek tak się złożyło, że kolega wysłał moje CV do firmy, w której on pracuje, żeby zobaczyć, co się stanie. Ja ogólnie jestem bardzo zadowolona z pracy, którą mam, ale wiadomo – zawsze można mieć więcej pieniędzy i lepsze stanowisko. W końcu odezwał się do mnie pan z tej firmy, a dalej to już było bardzo dziwnie, a wręcz kuriozalnie".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Dostałam ciekawą propozycję pracy
Tak się złożyło, że kolega zrobił mi psikusa i wysłał CV do dużej międzynarodowej korporacji, w której sam pracuje (ale na inne stanowisko niż on i do innego działu).
Ja nie szukam pracy, bo obecnie pracuję w małej, rodzinnej firmie i naprawdę jest tam świetna atmosfera, a warunki pracy są dobre. Kolega jednak twierdzi, że skoro tak świetnie sobie radzę, to stać mnie na coś lepszego – na jakieś stanowisko managerskie.
Nie sądziłam, że z tej firmy zadzwonią, ale zadzwonili. Zgłosił się pan, który powiedział, że są mną zainteresowani i mogą mi wysłać zadanie rekrutacyjne. Zapytał też o warunki finansowe i kiedy podałam wysoką kwotę, powiedział, że w porządku. Ta nowa praca miała być bardziej wymagająca, ale za to dużo lepiej płatna, więc pomyślałam, że sprawdzę się i wykonam to zadanie rekrutacyjne.

Nowy pracodawcą zachował się tak, że ręce opadają
Wysłali mi to zadanie, więc je wykonałam, po czym usłyszałam, że odpowiedź otrzymam w ciągu maksymalnie 3 dni. 3 dni minęły, a tu cisza, więc zadzwoniłam. Pan nie odebrał i napisał maila, że w przyszłym tygodniu w czwartek dostanę odpowiedź. Pomyślałam sobie, że no okej, poczekam. A jednak miłe złego początki, a koniec żałosny.
W czwartek umówiliśmy się na spotkanie online o 12, ale Pan napisał mi o 11:30, czy możemy się umówić na 16. Było to dziwne, ale no dobra, zgodziłam się. O 16 napisał maila, że jednak dzisiaj nie znajdzie czasu, bo coś tam się stało w firmie i nie ma szans i czy jutro o 13 mam czas. Zgodziłam się, ale już mi tu coś nie grało. Ale powiedział, że chcą mi złożyć ofertę, więc chciałam posłuchać.
Sprawdziłam opinie o tej pracy i były bardzo złe. Ludzie pisali, że organizacja w tej firmie kuleje, a pracownicy są zatrudniani i zaraz zwalniani w ekspresowym tempie. Postanowiłam jednak posłuchać tego pana, ale byłam już negatywnie nastawiona.
W piątek o 13 czekałam przez godzinę na rozmowę online. Nie dostałam nawet linku. A o 14 napisałam do pana, co o tym myślę, a on do mnie odpisał, że ma trudną sytuację i możemy się jutro umówić. Powiedziałam dość. Trzeba się szanować. Skoro już przy rekrutacji są takie kłopoty, to tylko sobie wyobrażam, jakie cyrki by się działy przy wypłacie. Podziękowałam za taką robotę.
Aleksandra