"Moja synowa wymyśliła, że zabierze dzieci nad morze we wrześniu, mimo że wnuczki muszą chodzić do szkoły. Żona syna stwierdziła, że nic się nie stanie, jak dziewczynki zaczną rok szkolny dwa tygodnie później, a ona mniej wyda na urlop. Poza tym w jej pracy nie da się wziąć wolnego w lipcu i sierpniu. Nie mogę na to pozwolić".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Synowa chce zabrać wnuki na wakacje we wrześniu
Kiedy chciałam się dorzucić do koloni moich wnuków, synowa nie zgodziła się na moją propozycję, bo stwierdziła, że sama sfinansuje im wakacje. Nie wtrącałam się, bo w końcu to jej dzieci, a nie moje. Ostatnio wnuki odwiedziły mnie w weekend i pochwaliły się, że jadą nad morze. Na początku się ucieszyłam, ale później okazało się, że wyjazd został zaplanowany na wrzesień.
Zagadnęłam o to synową, a ona mi powiedziała, że we wrześniu nadal jest ładna pogoda, a jest znacznie taniej i łatwiej zorganizować wakacje i urlop w pracy. Przypomniałam jej więc, że przecież dzieci chodzą do szkoły i nie mogą opuszczać lekcji. Ona tylko machnęła na mnie ręką i stwierdziła, że na początku roku szkolnego i tak nic się nie dzieje.
Potem gdy zobaczyła moją minę, powiedziała, że dzieci są mądre i szybko nadrobią zaległości. Ja jednak nie jestem przekonana. Nie dość, że to jest dwa tygodnie nauki, to jeszcze moja młodsza wnuczka dopiero zaczyna edukację, więc dla jej dobra, synowa nie powinna zabierać jej wtedy na wakacje.

Rozmawiałam z synem i nauczycielami w szkole
Najpierw zadzwoniłam do syna i poprosiłam, aby przemówił swojej żonie do rozumu. Niestety, on jest zaślepiony i nie widzi nic złego w tym, by dzieci nie chodziły do szkoły przez dwa tygodnie. Mimo moich argumentów usłyszałam tylko, abym się nie wtrącała, bo oni wiedzą, co robią. Ja mam zupełnie inne zdanie.
Postanowiłam skontaktować się z nauczycielami i dyrektorem placówki, do której uczęszczają dzieci mojego syna. Mimo że mnie wysłuchali i przyznali mi rację, to odparli, że nie mogą nic w tej sytuacji zrobić, tylko wpisać nieobecność wnuczkom podczas lekcji. Teraz zastanawiam się nad wysłaniem pisma do kuratorium i rzecznika praw dziecka.
Muszę zrobić wszystko, co się da, aby moje wnuczki miały wolny dostęp do edukacji. Może jak zainteresuje się tą sprawą ktoś inny, synowa przejrzy na oczy i nie zabierze dzieci na wakacje w trakcie roku szkolnego.
Genowefa