"Żona podstępnie uzyskała dowody rozwodowe, ale karma do niej wróciła"

"Żona podstępnie uzyskała dowody rozwodowe, ale karma do niej wróciła"

"Żona podstępnie uzyskała dowody rozwodowe, ale karma do niej wróciła"

Canva

"Marcelina pod moją nieobecność przeczytała moją prywatną korespondencję i na tej podstawie oparła cały pozew rozwodowy, który otrzymałem miesiąc później. Twierdziła, że co moje, to i jej, dlatego ma prawo tak sobie szperać w tym, co wysyłam do innych ludzi, i nie zważać na prywatność i zaufanie. Przekroczyła granicę, która powinna zostać nieprzekraczalna".

Reklama

Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.

Flirtowałem z koleżanką z pracy, ale to nie było na poważnie

W moją Marcelinę ostatnio coś wstąpiło, coraz mniej przypomina tę kochaną dziewczynę, z którą się żeniłem 3 lata temu. Dzieci nie mamy, nasze życie od czasu ślubu się nie zmieniło, a mimo to między nami układało się nijak, oddaliliśmy się od siebie.

Reklama

Kiedyś na jej widok czułem szybsze bicie serca, ostatnio już tylko znużenie, bo ciągle mnie o wszystko strofowała. Nawet o to, że kubka nie wstawiłem do zmywarki, chociaż tłumaczyłem, że będę jeszcze z niego dzisiaj korzystał.

Nie mówię, że to ochłodzenie relacji było z winy mojej żony, bo wina zawsze leży po obu stronach. Ale w pewnym momencie miałem po prostu dość być tym zawsze niedocenianym, pouczanym i ustawianym jak jakiś młokos, a nie dorosły facet.

Reklama

Wtedy na horyzoncie pojawiła się Asia, koleżanka z pracy, która dostrzegła we mnie mężczyznę i doceniła mnie na każdym polu. Flirtowaliśmy słownie, jakbyśmy znów byli młodzi i pierwszy raz zakochani. Ona wiedziała, że mam żonę, ale i tak do mnie pisała, a mnie to imponowało.

Reklama

Zachowałem się jak głupek, przyznaję, bo powinienem od razu ją spławić. Po pół roku mówiła już wprost, że chciałaby, żebym się rozwiódł z żoną, bo wtedy będziemy mogli przestać się ukrywać. Ale ja nie chciałem, by zwykły flirt urósł do rangi zdrady, której moim zdaniem nie było. Ot, to było zwykłe gadanie. Nigdy bym nie pomyślał, że zagrozi mojemu małżeństwu.
Para siedzi na podłodze zwrócona do siebie plecami Canva

Moja żona chce rozwodu i myśli, że ma na to zdobyła dowody

O wszystkim jakimś cudem dowiedziała się Marcelina. Zauważyłem, że coś jest nie tak, bo nagle przestała mi suszyć głowę, jakby w ogóle przestało ją to interesować. Miesiąc później wyszło szydło z worka. Żona powitała mnie po pracy pozwem rozwodowym.

Reklama

W pozwie było napisane, że chce rozwodu i podziału majątku z powodu mojej zdrady, która spowodowała rozpad małżeństwa. Na dowód przedstawiła moje maile i wiadomości z telefonu. Wszystko skopiowała i załączyła jako dowody mojego wiarołomstwa, z tym że moim zdaniem nie ma tu ani dowodów, ani wiarołomstwa.

Reklama

Po pierwsze, to jest moja prywatna korespondencja i nigdy nie zgadzałem się na to, żeby Marcelina szperała w moim komputerze albo telefonie i podstępnie podczytywała, co piszę do innych ludzi. Twierdziła, że co moje, to i jej, dlatego ma prawo tak sobie szperać w tym, co wysyłam do innych ludzi, i nie zważać na prywatność i zaufanie. Ale ja wiem, że nie powinna była nawet tam zaglądać, a co dopiero kopiować bez mojej wiedzy.

Po drugie, sąd nie powinien w ogóle tego uznać jako dowód. Jak dla mnie moja żona przekroczyła granicę i wysnuła na tej podstawie złe wnioski. To wcale nie było tak, jak ona myśli.

Karma wraca

Marcelina nie chciała zmodyfikować pozwu rozwodowego ani go wycofać, choć ja się na rozwód nie zgadzałem. Nic jednak nie wskórałem. Było mi przykro, że żona nie ma do mnie zaufania i nie chce pracować nad tym, byśmy razem próbowali odbudować małżeństwo.

Gdy już straciłem nadzieję, ja też napisałem swój pozew - zarzuciłem żonce nieuprawniony dostęp do moich prywatnych danych. Co z tego, że Marcelina formalnie wciąż jest moją żoną. Są pewne granice, które powinny zostać nieprzekraczalne, a ona je przekroczyła. I to nie na legalu.

Uważam, że w tym przypadku racja jest po mojej stronie i Marcelina w końcu będzie musiała to uznać i ponieść konsekwencje, bo nic jej podstępnego czynu nie tłumaczy.

Kacper

Artur Żmijewski od 32 lat jest szczęśliwy u boku Pauliny. W młodości zerwał z nią dla innej kobiety
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama