"Jakoś nie mogę się z tym pogodzić. Przez te wszystkie lata było mi go żal, bo twierdził, że jest taki chory i nie podnosiłam tych alimentów. Moje dzieci dostawały po 100 zł, co łącznie dawało 200 zł miesięcznie, a koszty utrzymania naszych pociech rosły. Czasami było mi ciężko i wielu rzeczy sobie odmawiałam, żeby dzieciom niczego nie zabrakło, a on w tym czasie żył w luksusach, o czym nikt nawet nie wiedział. Dopiero po jego śmierci to wszystko wyszło na jaw".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
O nic go nie prosiłam
Odeszłam od męża wiele lat temu. Nie chcę opowiadać, dlaczego tak się stało, bo ja już mu wszystko wybaczyłam. Spojrzałam też na jego życie trochę inaczej po jego śmierci i uznałam, że spotkała go przecież najgorsza z możliwych kar. Samotność. Temat odejścia zatem po prostu pozostawmy.
Kilkanaście lat temu ustaliliśmy sobie naprawdę niskie alimenty. Mówił mi, że jest chory, że nie może pracować i ledwo wystarcza mu na życie. Pożałowałam go. Zdecydowałam, że te alimenty zostaną takie już zawsze.
Choć zdarzało się, że ja musiałam sobie wielu rzeczy odmawiać, żeby tylko moje dzieci miały wszystko, co było im niezbędne.
Bywało naprawdę trudno
Bywało mi naprawdę trudno, kiedy dzieciaki chorowały, albo potrzebowały nagle jakiegoś zastrzyku gotówki, bo chciały jechać na obóz. Czy po prostu z dnia na dzień trzeba było wymienić im całą garderobę, bo nagle wyrosły ze wszystkich ubrań.
Jeszcze na początku wspominałam ojcu dzieci, że przydałaby się nam dodatkowa gotówka. On jednak zawsze trzymał się tej samej wersji: że nie ma pieniędzy i jemu też ledwo wystarcza na życie.
Wierzyłam i żałowałam go. Kiedyś nawet pomyślałam, że może zrobię trochę jedzenia do słoików i mu podrzucę. Zawsze już mniej wyda na jakieś obiady. Ostatecznie dzieci mnie do tego zniechęciły i to chyba dobrze.

On miał pieniądze
Okazało się, że on miał pieniądze i żył właściwie jak król, o czym nikt nie wiedział. Ja dowiedziałam się dopiero gdy zmarł niespodziewanie, a cały jego majątek przecież należy się dzieciom. Gdy pierwszy raz weszliśmy do mieszkania, nie mogłam uwierzyć w to, jakie tam były luksusy. A ja zbierałam przez rok, żeby dzieciom pokoje wyremontować.
Miał też nowe auto. Dzieci nie odwiedzał od dawna, więc o tym też nie wiedziałam. Na koncie za to trzymał również pokaźną sumkę. I oczywiście, dzieci będą miały łatwiejszy start w przyszłość, ale ja i tak nie potrafię zrozumieć, dlaczego on niczym się z nimi nie dzielił, skoro mógł.
Poza tym wolałabym, żeby zamiast pieniędzy dzieci jednak miały ojca. Normalnego, kochającego, zabiegającego o ich względy. Jak widać jednak, w życiu nie można mieć wszystkiego.
Magda