"Kiedyś marzyłam o znalezieniu tego jedynego, z którym założę rodzinę i spędzę resztę swoje życia. Czas jednak zweryfikował, że to o czym marzyłam, nie dało mi całkowitego spełnienia. Prawdziwe zadowolenie z życia znalazłam po zakończeniu małżeństwa. Jestem szczęśliwa i jedyne czego żałuję, to tego, że zdecydowałam się na podjęcie takiej decyzji o kilka lat za późno. Dopiero teraz czuję, że żyję."
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Ślub, którego nie do końca pragnęła
Kobietom wbija się to do głowy od małego, że każda z nas musi wychodzić za mąż, rodzić dzieci i później te dzieci wychowywać, bo tak robiły nasze matki, babcie i prababcie. Sama temu wszystkiemu uległam no i już po skończeniu szkoły średniej, zamiast myśleć o studiach i inwestować w swój rozwój, to ja zaczęłam się rozglądać za kandydatem na męża.
Nie wiem, co miałam w głowie, ale na pewno nie kierowałam się w tym wszystkim zdrowym rozsądkiem. Mając zaledwie 24 lata, wzięłam ślub z facetem, którego znałam co prawda kilka lat, ale już przed ślubem widziałam dużo znaków ostrzegawczych, przez które nigdy tego ślubu brać z nim nie powinnam, no ale widocznie tak miało być.
Szybko zaszłam w ciążę z pierwszym dzieckiem, a później jeszcze szybciej z drugim, bo wszyscy dookoła nalegali, żebym rodziła za młodu. Dziś już wiem, że to nie było spełnieniem moich marzeń, a bardziej dorównanie do jakichś standardów, które narzuca społeczeństwo. Dzięki temu, że to zrozumiałam, to sama nie narzucałam ich swoim dzieciom. Niech sobie żyją, jak chcą. Ja zaczęłam żyć po swojemu, dopiero kiedy odeszłam od męża.
canva.com
Rozwód uwolnił ją od problemów
Męczyłam się w tym przez prawie 20 lat. Dziś mam za sobą 44 lata życia i ostatnich dwóch nie zamieniłabym na nic innego. Jestem w pełni szczęśliwa, a co najważniejsze, mogę wreszcie robić, to na co mam ochotę, bez tłumaczenia się wszystkim dookoła na czele z mężem.
On bardzo mnie kontrolował i chciał mieć wpływ nawet na najmniejszy detal mojego życia. Bywały takie momenty, gdy przeszkadzała mu zbyt krótka spódnica, którą zakładałam do pracy. Zabraniał mi wychodzić z koleżankami na wieczorne posiadówki w knajpie i gdy tylko mógł, to przyjeżdżał po mnie do pracy, żebym czasem nikogo nie spotkała w drodze powrotnej.
Dalej to już chyba taki standard, czyli wyliczanie na każdym kroku wydawanych pieniędzy i dogadywanie, że coś można było kupić taniej, albo nie kupić wcale. Bo on ciężko pracuje, a ja roztrwaniam kasę i tak w kółko. No to chyba nikt mi nie powiem, że w takich warunkach można być szczęśliwym człowiekiem.
Rzuciłam to wszystko i dziś nie żałuję zupełnie niczego. A, przepraszam: żałuję tylko tego, że nie zrobiłam tego dużo wcześniej, bo może byłoby mi łatwiej znaleźć kogoś, kto traktowałby mnie jak księżniczkę.
Alicja