"Dzieci zamiast się cieszyć morzem, wolały atrakcje z jarmarku. Za bardzo są rozpieszczone"

"Dzieci zamiast się cieszyć morzem, wolały atrakcje z jarmarku. Za bardzo są rozpieszczone"

"Dzieci zamiast się cieszyć morzem, wolały atrakcje z jarmarku. Za bardzo są rozpieszczone"

Canva.com

"Pojechaliśmy nad Bałtyk z naszymi bliźniakami. Chcieliśmy, aby dzieci nawdychały się jodu i przy okazji dobrze bawiły na piasku i w wodzie. Tak było może przez pierwsze dwa dni. Później dzieciakom znudziły się ładne widoczki i cały czas chciały, abym im coś kupiła. A to piłkę, a to lody, a to wstęp do mini zoo przy plaży. Zamiast cieszyć się piękną naturą wymagały ode mnie ciągle jakiś jarmarcznych atrakcji. Ale, żeby spełnić ich oczekiwania trzeba by mieć ze sobą ogromny wór z pieniędzmi. Jestem przekonana, że to wina babci, która im wszystko kupuje bez mojej zgody". 

Reklama

Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.

Kaprysy moich dzieci są fatalne

Każdego ranka, zamiast radośnie wybierać się na spacer po plaży, musiałam toczyć batalię o to, kto pierwszy dostanie loda czy nową zabawkę. Wszystko to było okraszone narzekaniem i marudzeniem, które odbierało mi całą przyjemność z tych wakacji. Nawet malownicze zachody słońca, które zawsze mnie relaksowały, stały się tłem dla niekończących się próśb i żądań.

Reklama

Próbowałam odwrócić ich uwagę, zaplanować wycieczki do pobliskich lasów czy rezerwatów, ale każde moje starania spotykały się z krótkotrwałym zainteresowaniem, po którym następowały kolejne prośby o zakup czegoś nowego. Czułam się jak marionetka w teatrze dziecięcych kaprysów.

Usmiechnięta siwowłowa kobieta z kręconymi włosami w koralowej bluzce Canva

Reklama

To wina babci albo moja

W końcu zdecydowałam, że muszę postawić granice. Pewnego dnia, po kolejnej kłótni o zakup nadmorskiego gadżetu, powiedziałam dość. Byłam zmęczona, wyczerpana psychicznie i potrzebowałam chwili spokoju. Kiedy stanowczo odmówiłam, zobaczyłam, jak twarze moich dzieci zmieniają się z rozczarowania w gniew. Odwróciły się ode mnie, a reszta dnia upłynęła w ciszy pełnej napięcia.

Reklama

Wieczorem, podczas kolacji, atmosfera była gęsta. Dzieci siedziały obrażone, nie odzywając się ani słowem. Każda próba rozmowy kończyła się krótkimi, zimnymi odpowiedziami. Czułam się, jakbym była najgorszym rodzicem na świecie.

Reklama

Pewnego wieczoru, zmęczona kolejną kłótnią o to, kto dostanie ostatniego lizaka, usiadłam na piasku, patrząc na spokojne fale. Zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd: może to ja za bardzo im pobłażałam, albo to może wpływ babci jest rzeczywiście aż tak destrukcyjny. Wiedziałam jedno – te wakacje nie były takie, jak sobie wymarzyłam. Zamiast odpoczynku i relaksu, stały się źródłem frustracji i zmęczenia.

Reklama

Zdecydowałam wtedy, że to ostatni raz. Już nigdy nie pojadę na wakacje z dziećmi bez dokładnego planu i określenia jasnych zasad. Może to brzmi surowo, ale muszę myśleć również o sobie. Wakacje powinny być czasem naładowania baterii, a nie nieustannym uleganiem dziecięcym zachciankom.

Renia

 

Marta Paszkin niedawno urodziła, a już wybrała się na zagraniczne wakacje. Rodzinne kadry zachwycają
Źródło: instagram.com/marta_paszkin
Reklama
Reklama