"Gdy rozwieszałam pranie u Adama i Natki na balkonie, widziałam, jak syn przy laptopie oglądał piękne zdjęcia hoteli nad błękitnym morzem. Myślałam, że też mnie zabiorą, w końcu wychowałam im dzieci i przejęłam mnóstwo obowiązków domowych, żeby oni mieli więcej czasu dla rodziny".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Gdy synowi potrzebna była pomoc, byłam na każde zawołanie
Kiedy mój syn ożenił się z Natalią, byłam zadowolona z synowej i z tego, że ułożył sobie życie. Odetchnęłam z ulgą, bo już miałam obawy, że nie znajdzie żadnej porządnej dziewczyny i zostanie starym kawalerem. Szybko urodziła im się dwójka dzieci, chłopiec i dziewczynka. Dla mnie para wnucząt była jak spełnienie marzeń. Udało im się to, co nie było pisane mi.
Sama jestem mamą jedynaka, choć chciałam mieć dużą rodzinę, troje - czworo dzieci, żeby na starość nie zostać sama przy pustym stole. W mojej rodzinie tak to wyglądało. Gdy wszyscy zjeżdżali się na święta, dom żył, było gwarno i wesoło, a my jako dzieci troszczyliśmy się o rodziców i zajmowaliśmy nimi aż do końca.
Jednak mi i mojemu mężowi los dał tylko Adama. Od początku poświęcałam swój matczyny czas tylko jemu i tak już zostało, nawet gdy z małego Adasia zrobił się dorosły mężczyzna. Myślałam, że na tym większość mojej roli wychowawczej się kończy, ale okazałam się niezbędna także swoim wnukom.
Gdy Adam i synowa pracowali, byli zmęczeni albo mieli jakiekolwiek inne plany, byłam ja. Przez wiele lat tyrałam dla niego i dla jego rodziny, żeby mogli sobie spokojnie i wygodnie żyć. Nie musieli się martwić o opiekunkę dla Karo i Bartka, ich dzieci nie musiały chodzić do żłobka (ja sama się temu sprzeciwiłam). To ja często wstawałam do nich w nocy z butelką, bo często nocowałam u syna. To ja nauczyłam wnuczkę i wnuka siadać na nocnik i jeździć na rowerze.
Także ja gotowałam i robiłam im pranie, gdy rodzice byli w pracy. A potem ja odbierałam dzieci z przedszkola. Byłam na każde zawołanie. Teraz myślę sobie, że robiłam dla nich stanowczo za dużo, a na koniec oni nawet tego nie docenili.

Na wakacje syn i jego rodzina chcą wyjechać beze mnie
W tym roku Adam i Natka wybierają się na wakacje całą rodziną i pierwszy raz chcą lecieć z dziećmi za granicę. Ja nigdy nie leciałam samolotem, a bardzo bym chciała spróbować i zobaczyć inny kawałek świata. Gdy rozwieszałam pranie, widziałam, jak syn przy laptopie oglądał piękne zdjęcia hoteli nad ciepłym morzem.
Myślałam, że mnie też zabiorą, ale syn roześmiał się tylko i stwierdził, że skoro nie będzie ich dwa tygodnie, to:
Mama w końcu sobie od nas odpocznie. Będzie miała pół miesiąca spokoju.
Myślałam, że mnie też zabiorą, za te wszystkie lata rezygnowania z własnego czasu po to, by pomagać synowi i jego rodzinie. Beze mnie mieliby znacznie więcej obowiązków. Ja wyręczałam ich z dużej liczby spraw.
Rozumiałam jeszcze, że na wakacje w Polsce jeździli zazwyczaj sami, bo w samochodzie między fotelikami dzieci nie było dla mnie miejsca. Zostawał tam tylko wąski przesmyk, na którym nie mieściła się dorosła osoba. Ale w samolocie miejsce na pewno by się znalazło. Tylko syn nie chce wykładać kasy na starą matkę.
Czuję się zawiedziona, za te wszystkie lata posługi nawet mnie nie uwzględnili.
Teresa