"Wakacje dla dzieci są czasem odpoczynku od szkoły, ale nikt nie powiedział, że te całe przeszło dwa miesiące muszą być zmarnowane na nicnierobieniu. Z własnego doświadczenia wiem, że można to jakoś sensownie rozplanować zarówno na odpoczynek, jak i zarobienie trochę grosza na swoje potrzeby. Niestety moje dzieci nie mają ochoty na pracę sezonową, więc ja nie mam ochoty na płacenie kieszonkowego. Ja tak dobrze nie miałam, a teraz to duże wymagania, ale zero zaangażowania".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Wakacje to czas odpoczynku, ale też szkoła życia
Magda będzie szła teraz do trzeciej klasy liceum, a Bartek jest młodszy i będzie dopiero zaczynał liceum. Oboje nie uczą się źle i jestem z nich bardzo zadowolona, ale jednak córka przykłada się do tej nauki bardziej, niż syn. Żeby nie było, on też wyróżnia się ocenami na tle swoich rówieśników, ale Magda jest trochę lepsza.
Teraz wakacje no i wiadomo, miliony pytań o to, gdzie w tym roku pojedziemy i najblepiej, żeby to był jakiś egzotyczny kraj z palmami i ciepłą wodą. Kilka razy już bywaliśmy na takich wyjazdach, ale to generalnie nie jest tania zabawa, a zwłaszcza w tym roku. Ceny tak poszły w górę, że nie wiem, czy nas stać, a nie chcemy jechać na byle co, żeby tylko było taniej.
Nigdy wcześniej tego nie robiłam, ale w tym roku pierwszy raz zaproponowałam dzieciom, żeby spróbowały podjąć jakąś pracę sezonową, która ich po pierwsze czegoś nauczy, a po drugie pozwoli zarobić jakieś kieszonkowe na własne zachcianki. Gdybym ja nie musiała przez jakiś czas dawać im kieszonkowego, to może i byłoby nas stać na fajne wakacje, kto wie.
canva.com
Młodzież nie jest zainteresowana pracą sezonową
Problem w tym, że oni pracować nie chcą, bo mamusia i tatuś przyzwyczaili ich do tego, że miesiąc w miesiąc każde z nich dostaje na konto 200 złotych na własne zachcianki plus pieniądze na bilet miesięczny, ubrania oraz kosmetyki w przypadku córki. Pisząc wprost, od tego dobrobytu w głowach im się pomieszało.
Ja jako nastolatka bardzo chętnie podejmowałam się takich prac sezonowych, bo to dawało mi takie poczucie pewnej niezależności. Miałam swój grosz i mogłam sobie z nim zrobić, co mi się tylko zamarzyło. W większości kupowałam sobie ubrania, bo rodziców nie było stać na takie, jakie sobie upatrywałam.
To wszystko teraz zanikło i nie mam na myśli, tylko moich dzieci, bo słyszę, co się dzieje z dziećmi znajomych. Wszyscy są nastawienia na branie, ale żeby samemu cokolwiek zrobić, żeby żyło się lepiej, to już niekoniecznie. Nie wiem, gdzie ja popełniłam błąd w wychowaniu.
Agnieszka