"Moja mama jest naprawdę kochaną babcią. Można powiedzieć, że aż za bardzo. Ma tak miękkie serce, że nie potrafi odmówić wnukom niczego. Znowu będzie oglądanie bez limitu telewizji i jedzenie na noc czekolady. A po powrocie muszą się od nowa uczyć dyscypliny."
Publikujemy list naszego czytelnika. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Dyscyplina musi być
Jestem szczęśliwą mamą dwójki dzieci. Nie ukrywam, że jest to ciężka praca, szczególnie jeśli chce się je wychować zgodnie z zasadami. I nie mówię tu, o nie wiadomo jakiej dyscyplinie, tylko o podstawach. Na przykład mycie zębów przed spaniem, limitowane oglądanie bajek i korzystanie z telefonu, ograniczanie słodyczy do jednej słodkości dziennie. Muszę przyznać, że bardzo opornie mi to szło, i naprawdę dużo siły i energii włożyłam w przestrzeganie tych reguł.
W końcu się udało. Marysia i Wojtek teraz jak w zegarku dostają po przedszkolu lizaka albo cukierka, potem idziemy na placyk, jemy w domu obiad, oglądamy przez pół godziny bajkę, myjemy się i idziemy spać. I świetnie to u nas funkcjonuje. Do czasu.
Tym czasem jest zazwyczaj wyjazd do babci, która z chęcią zajmuje się wnukami, chociaż nie do końca respektuje moje prośby. Babcia mieszka w innym mieście, więc nie mam możliwości wpadania do nich i sprawdzania, jak sobie radzą. Muszą wystarczyć telefony. My z mężem pracujemy całymi dniami, i przynajmniej mamy dla siebie wieczory. To taki wyczekany przez nas czas. Ale właśnie — wszystko jest okupione jakąś ceną.

Wakacje u babci
Babcia przez te dwa tygodnie rozpieszcza moje dzieci do granic możliwości. Kupuje im wszystko, co tylko chcą w sklepie, daje im słodycze, a bajki lecą od rana do wieczora. Rozumiem, że trudno jej odmówić wnukom, kiedy tak rzadko je widzi, ale chyba zdaje sobie sprawę z tego, że w ten sposób niweczy całą moją ciężką pracę.
Ostatnio po powrocie od babci dzieci w ogóle nie chciały kłaść się spać według ustalonego harmonogramu. Co więcej, zamiast obiadu żądały cukierków. Próbowałam tym razem rozmawiać z mamą i tłumaczyłam jej to wszystko, jak bardzo dużo mnie to kosztuje nerwów. Ona potakuje, uśmiecha się, a potem i tak robi swoje.
Córeczko, przecież to tylko dzieci. Daj im się tym nacieszyć, czas tak szybko mija
- odpowiedziała.
Nie wiem już sama, co mam robić w tej sytuacji. Z jednej strony lubię mieć te chwile tylko dla siebie, no i cieszę się, że moja mama ma okazję spędzić czas z dziećmi. Ale z drugiej strony to bym najchętniej ich wcale tam nie wysyłała, skoro potem mam z nimi takie problemy.
Anita