"Według niego, skoro ich zaprosiliśmy, to my mamy wziąć za wszystko odpowiedzialność, bo oni przyszli się dobrze bawić, a nie pilnować swojego nastolatka. Poza tym, to jest niby nasza wina, bo wybraliśmy lokal, który posiada duże, luksusowe lustro przy wejściu i mogliśmy pomyśleć o innej restauracji lub kazać pracownikom zdjąć ozdobę, zanim goście weszli do budynku. Kiedy to usłyszałam, zamurowało mnie. Najgorsze jest to, że właściciel lokalu mi nie pomógł. Dla niego liczy się tylko wyrównanie strat, a kto to zrobi, jest już nieistotne".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Mam serdecznie dosyć własnego wesela
Nie dość, że goście co chwilę zmieniali zdanie, czy przyjdą, czy nie, a ja miałam limit, którego musiałam się trzymać, to jeszcze ich zachowanie było nie do zniesienia. Mój brat ma dwoje dzieci: 13-letniego syna i 4-letnią córeczkę, która ma poważne problemy zdrowotne. Przez to brat i jego żona nieco zaniedbują starsze dziecko.
Przez ich podejście młody robi, co chce, bo nikt się nim nie interesuje. W szkole sprawia problemy, ale reagują tylko nauczyciele i wychowawca. W domu szkody pokrywają rodzice, powiedzą raz, że nie wolno i tyle. Kiedy są u kogoś w gościach, w ogóle nie interesują się, co robi ich syn. Tak też było w dniu mojego ślubu.
Na korytarzu przy wejściu do lokalu stoi duże ozdobne lustro. Goście, wchodząc na wesele, mogą się przejrzeć, a lustro ładnie wygląda na zdjęciach. Niestety, podczas imprezy lustro zostało rozbite i nikt nie wiedział, co się stało i kto za tym stoi. Jednak w lokalu są prawie wszędzie zainstalowane kamery, więc prawda szybko wyszła na jaw.

Brat próbował wymigać się od odpowiedzialności
O całej sprawie dowiedziałam się dopiero dwa dni później. Nie zauważyłam nawet, że nie ma szkła w ramie lustra, bo byłam zaaferowana weselem. Kiedy przyjechałam do lokalu, właściciel poinformował mnie o dodatkowych kosztach. Okazało się, że to lustro zostało specjalnie rozbite przez mojego 13-letniego bratanka. Gdybym nie widziała tego na nagraniu, nie uwierzyłabym.
Zadzwoniłam do brata i kazałam mu przyjechać do lokalu, nie mówiąc, o co chodzi. Przyjechał, lecz niezadowolony, i zaczął robić mi wyrzuty. W końcu poinformowałam go o sprawie i kazałam zwrócić pieniądze właścicielowi za stłuczone lustro. Mój brat najpierw próbował się wymigać, twierdząc, że to nie jego dziecko, a gdy to się nie udało, próbował zwalić winę na mnie.
Stwierdził, że to moje wesele, więc i odpowiedzialność. Ja mu jednak nie pozwoliłam tego tak zostawić i powiedziałam mu, że ma pokryć szkody, bo to on ma niewychowane dziecko, a nie ja. Okazało się, że koszty wyniosły 4,5 tysiąca złotych, bo to było jakieś specjalne szkło. Brat się wściekł i ostatecznie pokłóciliśmy się o to.
W końcu zapłacił za nowe lustro, ale od tamtej pory nie rozmawiamy. Obawiam się, że straciłam brata.
Majka